April 11, 2015

Guerlain Terracotta Joli Teint Nautral Healthy Glow Powder Duo in 00 Clair / Light Blondes

Przeważnie unikam produktów w tak ciepłych odcieniach, jednak tegoroczna Terracotta sprawiła, że moje serce zaczęło szybciej bić;)a, stąd wiedziałam już, że musi być moja. I jest :-)


Mimo, że jestem naturalną brunetką, ze względu na kolor mojej skóry sięgnęłam po najjaśniejszy odcień 00 Clair / Light Blondes. W opakowaniu mamy 10 g produktu - większość z tego to puder brązujący, a malutki skrawek to róż :-) Ciepły odcień brązu ma za zadanie sprawić efekt delikatnie muśniętej słońcem skóry. Nie jest on bardzo napigmentowany, ponieważ wchodzi w reakcję ze skórą, żeby nadać nam glow bez zbytniego przeładowania i plam :) Można go wymieszać i aplikować pędzlem słynną trójkę (czoło, kości policzkowe, broda) i dodać trochę więcej różu na policzki. Poleca go się także nakładać na całą twarz dla uzyskania świeżego efektu.



Bardzo się bałam tego pomarańczu, ale, jak widać (albo i nie;)), niepotrzebnie. Dawno nie widziałam produktu, który by się tak dobrze rozcierał. Po prostu nie da się nim zrobić sobie krzywdy;) A pomarańcz? Pomarańcz ginie na twarzy, zostawia bardzo delikatną poświatę. Wygląda bardzo naturalnie, przy czym nadal jest zauważalny delikatny glow. Blondes ma brokat tylko w różu, który ginie na twarzy. Uwierzcie mi, jestem pierwszą osobą, która wychwyci każdy brokat na twarzy a tu go po prostu nie widać;)

w cieniu


w słońcu


Delikatnie się pyli przy nakładaniu. Myślę, że to kwestia pędzla;) Jeszcze nie dorobiłam się nowego do ocieplania twarzy;), więc użyłam pędzla do pudru (którym to wcześniej nałożyłam puder, więc był brudny). Na zdjęciu niestety prawie go nie widać. Nałożyłam dwie solidne, ale jednocześnie delikatne warstwy, potem dołożyłam trzecią, mając nadzieję, że jaśnie puder;) z łaski swojej na zdjęciu się ukaże. Niestety, najlepiej widoczny jest na żywo, gdy ruszam głową;) przeglądając się w lustrze. Nie mam tak małego pędzla, żeby nałożyć sam róż. Jego kolor mi się średnio podoba, więc po prostu mieszam go z pudrem a na policzki nakładam inny kolor.


Po raz kolejny Guerlain mnie kupił i tym razem wybaczę mu nawet taki malutki rozmiar tego pudru brązującego (myślałam, ze będzie większy!):) Za to ma całkiem ciekawy zapach. W końcu;) nie pachnie meteorytami, tylko latem? Nie wiem jak to możliwe, ale za każdym razem, gdy go wącham, widzę plażę i piasek.


L - P: 00 Clair / Light Blondes, 01 Brunettes, 02 Blondes Nature, 03 Brunettes Nature

Podobno nowe Terracotty nie są limitowane, ale słyszałam, że powoli już znikają z polskich sklepów. Ja swoją zakupiłam na feelunique.com.

100 zdjęć później ;-)
bez rozświetlacza, konturowania i różu


April 6, 2015

Urban Decay Sheer szminka w kolorze Shame

Wesołych Świąt! :-) Mam nadzieję, że przedłużony weekend mija Wam bardzo przyjemnie i powoli zbieracie energię na nadchodzący tydzień :-)


Kilka tygodni temu Urban Decay w końcu pojawił się w Poznaniu :-) Niestety kolekcja jest dostępna tylko w Starym Browarze, gdzie pracuje bardzo nieprzyjemna obsługa, ale o tym było już na Instagramie, więc dzisiaj będzie tylko przyjemnie:)


Jeżeli obserwujecie mnie od jakiegoś czasu, to na pewno wiecie, że uwielbiam wszystkie szminki sheer. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie utrzymują się zbyt długo na ustach, ale dzięki nim mogę nosić ciemne szminki na co dzień, bo efekt sheer trochę minimalizuje ich intensywność :-)


Wszystkie kolory sheer mają swoje odpowiedniki w 'zwykłych' szminkach Urban Decay, które jednak są bardziej kremowe i napigmentowane. Shame opisałabym jako wiśnię, na ustach zamienia się w wiśniowo-malinowy balsam do ust. Poniżej możecie zobaczyć kilka warstw na moich brzydkich:) ustach. Dla mnie taki efekt jest wystarczający, wiem jednak, że dla niektórych osób szminki z wykończeniem sheer wyglądają za bardzo błyszczykowato/balsamowato :-)

Shame bardzo dobrze nawilża usta, nie klei ich, ale czuć ją na ustach:) Aplikuje się bardzo dobrze, równo znika z ust, ale nie wypływa poza kontury i nie wchodzi w drobne linie na ustach. Jedynym jej minusem jest oczywiście trwałość. Utrzymuje się na ustach około 2 godziny. Mi to nie przeszkadza, bo mam dość duże doświadczenie ze szminkami tego typu:) Bardzo przypomina mi szminko-balsam z Diora (klik), jednak Shame trochę lepiej się aplikuje i chyba trochę bardziej nawilża usta, co mnie bardzo cieszy, bo jest prawie o połowę tańsza niż Diora (UD - 89 zł, Dior - 155 zł). Na oku mam jeszcze kilka kolorów, które na pewno wcześniej, czy później trafią do mojej kolekcji :-)

kilka warstw na ustach

April 1, 2015

Zużycia #3 2015


Witajcie w kwietniu :-) Marzec był dla mnie bardzo pracowitym miesiącem, ale także bardzo szczęśliwym - mój szczeniak skończył 8 tygodni i mogłam go w końcu zabrać do domu :-) Udało mi się również zużyć kilkanaście produktów :-)

Ciało


1. Modelujący olejek Evree

Bardzo przyjemnie mi się go używało. Na pewno kiedyś do niego wrócę. Recenzja.

2. Venus regenerujący balsam do ciała

To już moje drugie opakowanie tego produktu. Jak na tak mocno nawilżający balsam, całkiem dobrze się rozsmarowuje i szybko się wchłania. Nie wiem, czy jeszcze do niego wrócę, bo lubię testować nowe produkty.

3. Organique pomarańczowa pianka do mycia

Całkiem fajny produkt, ale niewydajny. Recenzja.

4. Perfecta SPA mus do ciała wyszczuplający z wyciągiem z grapefruita i kofeiną

Bardzo lubię zapachy cytrusowe w kosmetykach, ale ten jest jakiś sztuczny. Poza tym jestem bardzo z niego zadowolona. Skóra po nim jest napięta i dobrze nawilżona.

5. Perfecta SPA cukrowy peeling do ciała pomarańcza i wanilia

Bardzo lubię peelingi cukrowe Perfecty. Ten ładnie pachnie i robi, to co ma robić peeling :-) Tak, ma glicerynę w składzie, więc zostawia na skórze bardzo delikatny filtr.

6. Yves Rocher gruszka z karmelem żel pod prysznic

Piękny zapach! Bardzo wydajny żel :-) Niestety pochodził on z limitowanej edycji.

7. Luksja Caramel Waffle płyn do kąpieli

Zapach bardzo waniliowy, ale mimo, że niby go nie znoszę, ten nie był duszący. Poza tym działał tak jak ma działać płyn do kąpieli :-)

8. Dove pistacjowy żel pod prysznic

Kiedyś zachwycałam się tym zapachem. Potem kupiłam pistacjowy olejek do ciała Dove i byłam bardzo zawiedziona, że nie pachnie tak samo, jak ten żel pod prysznic. Teraz muszę przyznać, że bardziej podoba mi się zapach olejku, ale do żelu nadal często wracam:)

Twarz i włosy



1. The Body Shop rumiankowy balsam do demakijażu

Ulubieniec. Bardzo wydajny a demakijażem radzi sobie lepiej, niż jego droższy brat z Clinique.

2. L'Oreal EverStyle suchy szampon

Beznadziejny. Nie robi z włosami nic, do tego pozostawia biały proszek na włosach.

3. Bioderma płyn micelarny

Ulubieniec od lat.

4. Nuxe Anti-Fatigue Moisturizing Eye Cream


Przeciętny. Na zimę za słabe nawilżenie, ale się nie rolował pod makijażem. Fajne opakowanie. Raczej do niego nie wrócę.



Dłonie i paznokcie


1. Essie Lady Like i Island Hopping

Moje dwa ulubione lakiery. Na pewno kupię je ponownie.

2. Bath&Body Works żurawinowy żel antybakteryjny

Bardzo je lubię, ale niektóre zapachy są za mocne, tak jak w tym przypadku. Baaardzo wydajny. Baaardzo delikatnie wysusza ręce. Mam zawsze jeden w każdej torebce:) ale ostatnio gdzieś przeczytałam, że takie żele wcale nie działają :D

3. Garnier regenerujący krem do rąk


Bardzo wydajny. Świetne nawilżenie, ale pozostawia bardzo delikatny filtr na rękach, więc używałam go tylko na noc. Na pewno kiedyś do niego wrócę.

4. Biowax serum do paznokci

Nie mam jakichś większych problemów z paznokciami. Osoby, które obserwują mnie na Instagramie wiedzą, że moi znajomi założyli się, że nie wytrzymam przez prawie miesiąc z niepomalowanymi paznokciami. Wytrzymałam :D Pomyślałam sobie, że skoro ich nie maluję, to je czymś odżywię. Najpierw kupiłam regenerum, ale to się za długo wchłaniało, więc potem kupiłam to serum z biowax. Ładnie pachnie, bardzo szybko się wchłania. Starczyło mi na 3 tygodnie codziennego (kilka razy dziennie) stosowania. Paznokcie są jakby jaśniejsze i wygładzone. I chyba trochę twardsze:) Ja jestem zadowolona.

Inne


1. Missha maseczka do twarzy z kawiorem

Całkiem niezła! Nawet tak bardzo nie spadała mi z twarzy, do tego nic z niej nie kapało. Skóra po niej była napięta, wszystkie zmarszczki zniknęły;) i odżywiona.

2. GlamGlow maska pod oczy

Działanie ma bardzo krótkotrwałe, ale ją lubię. Trochę szczypie przy aplikacji a później możemy się cieszyć wygładzoną skórą przez jeden wieczór.

3. NARS eyeliner w kolorze Rue Bonaparte

Uwielbiam eyelinery NARS. Są bardzo długotrwałe, nie rozmazują się. Ten używałam na linię wodną, starczył mi na dwa lata. Raczej do niego nie wrócę, bo ten kolor był trochę dla mnie za ciemny.

4. PUPA Ultraflex tusz do rzęs

Bardzo fajny tusz, ale bardzo szybko zrobił się suchy. Nie wrócę do niego.

5. Organique peeling enzymatyczny

Słynny peeling. Trochę szczypał na policzkach (są bardzo wrażliwe), ale nie pozostawił po sobie żadnego zaczerwienienia. Skóra była po nim wygładzona, ale nie poradził sobie ze wszystkimi suchymi skórkami na nosie.

March 27, 2015

Nauka języków obcych z przymrużeniem oka ;-)

Bardzo często dostaję od Was pytania dotyczące nauki języków obcych. Jak, po co, dlaczego, ale przecież już jestem za stara i się nie da.. uczyłam się danego języka w szkole i już go zapomniałam... Dlatego postanowiłam dzisiaj odbiec trochę od tematyki bloga i podzielić się z Wami moimi przemyśleniami. Kim jestem? Językoznawcą (teraz poprawnie mówi się językoznawczynią;-)), która szczególnie upodobała sobie zagadnienia psycholingwistyki. Choć moje zainteresowania skupiają się bardziej na akwizycji pierwszego języka, na temat drugiego też coś wiem, dodatkowo aktualnie nauczam dwóch języków, więc może nie do końca to będzie wpis typu 'nie znam się, to się wypowiem!', których ostatnio pełno na blogach, szczególnie dotyczących pielęgnacji ;-)))

Usystematyzuj wiedzę z języka ojczystego. Często słyszę pytania po co, dlaczego.. Mówi się, że osoby, które nie posługują się poprawnie językiem ojczystym, nigdy nie nauczą się używać bezbłędnie języka obcego.. To zjawisko bardzo dobrze widać na blogach:-) Przypomnij zasady gramatyki, ortografii. Nie stawiaj przecinków w, ;-) niewłaściwym miejscu.

Używaj słowników papierowych. Po pierwsze - gdy szukasz jakiegoś słowa, cały czas je sobie literujesz w głowie, przez co je zapamiętujesz. Druga rzecz to fakt, że słowniki internetowe to źródła otwarte. Przeważnie nie mają autora i są cały czas edytowane. Z racji zawodu często po nie sięgam (bo tak jest szybciej;) i wciąż znajduję w nich jakieś błędy. Jeżeli wolisz słowniki elektroniczne, wybieraj te jednojęzyczne, które podają także kontekst użycia danego słowa.

Czytaj, czytaj, czytaj. Ale nie Internet;) Kiedyś byłam najlepsza z ortografii w swojej szkole. Wygrywałam wszystkie konkursy a potem przyszedł Internet;) Nadal się bardzo staram i podejrzewam, obserwując przeróżne media społecznościowe, że jestem jedną z niewielu osób, która nadal sprawdza w słowniku pisownię wyrazów, których nie jestem pewna. Wiem, że teraz to jest niemodne;) bo liczy się czas, ale mi po prostu byłoby wstyd wysłać coś z błędem. Oczywiście nadal mi się to zdarza:-))

Zmień swoje myślenie. Przestań się szufladkować. Bardzo często słyszę narzekania ludzi typu nie jestem humanistą, więc się nie nauczę żadnego języka obcego. Ja też nie jestem;) Skończyłam profil mat-fiz-inf a moje pierwsze studia nauczyły mnie jak używać matematyki w języku. Gramatyka to czysta matematyka, więc każdy tutaj ma równe szanse :-)

Systematyczna nauka. Codziennie chociaż przez 15 minut powtarzaj sobie to, czego się już nauczyłeś. Podziękujesz mi później :-)

Znajdź swój idealny sposób na naukę. Lubisz fiszki? Zrób je. Wolisz się uczyć ze słownika? Ucz się! A może słownik obrazkowy? Albo aplikacje mobilne? A może tradycyjny podręcznik?

ja jestem leniwa, więc fiszki kupuję;)


Już na początku swojej nauki zacznij oglądać filmy w danym języku i czytaj książki (chociażby te dla dzieci;). Im szybciej się osłuchasz z danym językiem i się z nim oswoisz, tym lepiej. Skąd brać filmy w egzotycznych językach? Jeżeli uczysz się języków azjatyckich, mogę Ci podesłać kilka stron a dla reszty.. YouTube ;-)

Słuchaj nagrań do książek, które przeważnie są trochę wolniejsze i powtarzaj zdanie po zdaniu.

Ucz się na pamięć prostych dialogów ;-) Wiem, że to się wydaje dziwne, ale szybko zrozumiesz, że bardziej skomplikowane zdanie są budowane na tych najprostszych, więc daleko nie zajdziesz, jeżeli nie pojmiesz podstaw. Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że osoby, które na początku nauki uczyły się na pamięć dialogów, w późniejszych latach miały mniej problemów z gramatyką, niż osoby, które tego nie robiły.

Nie bój się mówić. Pamiętaj, że 90% osób chce po prostu wiedzieć, co do nich mówisz. Nie chce być Twoim nauczycielem i Cię poprawiać. Zastanów się ile razy dziennie słyszysz Polaka, który mówi niepoprawnie po polsku ;-) Mam jednego wykładowcę, który z uporem maniaka powtarza wdwutysiecznymczternastym. Czasami mam ochotę wysłać mu anonima z poprawnym sformułowaniem ;-). Pamiętaj, że znajomość języka bierna (czyli rozumienie odbieranego komunikatu) przychodzi szybciej, niż znajomość czynna (czyli tworzenie komunikatu).

Nie poprawiaj innych, chyba, że Cię o to poproszą. Nie ma nic gorszego niż (przeważnie) Twój rodak, który chce zasłynąć idealną znajomością jakiegoś języka. Ja należę do osób, które się nie odezwą, jeżeli nie mają przynajmniej 70% pewności, że dane zdanie będzie poprawne. Mieszkając za granicą, zdarzyło mi się kilka razy, że pewna Polka mnie poprawiła. Jak pisałam kiedyś w 30 faktach o mnie, jestem kompulsywnym researcherem, więc od razy po przyjściu do domu sprawdzałam swój błąd. I okazało się, że to ja miałam rację. Za każdym razem.

Kontrowersyjna sprawa. Wymowa. Są dwie szkoły - niektórzy uważają, że najważniejszy jest sam przekaz a inni, że owszem jest on ważny, ale nie możemy zapominać o prawidłowej wymowie. W przypadku języka europejskiego moim uczniom stawiam na dowolność. Dla mnie najważniejsza jest jako taka poprawność gramatyczna i to, że pojedziesz do danego kraju i dostaniesz to, czego będziesz chciał. W przypadku języka chińskiego nie jest to takie proste, bo to język tonalny, więc jeżeli nie skupisz się na wymowie to możesz powiedzieć, że chcesz kogoś pocałować, zamiast go o coś zapytać ;-) Tutaj na pomoc przychodzą nam gesty. 70% cudzoziemców pokazuje rękami o który ton im chodziło, co z dystansu wygląda jak zwykła gestykulacja. Drugi sposób to kiwanie głową. Wiem, że część sinologów, którzy akurat z tonami nie mają problemu, patrzą na osoby 'kiwające głowami' z politowaniem, więc to kwestia preferencji.

Napisałam, że wymowa nie jest najważniejsza, ale nadal jest bardzo ważna. Najlepszym sposobem byłoby nauczenie się międzynarodowego zapisu fonetycznego, który to ułatwiłby nam wszystko. Większość słowników internetowych i papierów ma w nawiasie taki zapis. Tutaj znowu możemy ułatwić sobie życie słuchając nagrań i po prostu powtarzając. Ale trzeba naprawdę powtarzać, powtarzać, powtarzać. Ja myślałam, że nigdy nie nauczę się duńskiego zwarcia krtani a tony w chińskim to już zupełnie czarna magia. Tutaj po prostu musiałam powtarzać. Codziennie. Śpiewałam sobie w głowie chińskie i tajwańskie piosenki. Oglądałam seriale. I to pomogło.

Nie rób kalek językowych. Jeżeli się zastanowicie to bardzo szybko zauważycie, język angielski, który jest traktowany jako swoista lingua franca (język, służący do komunikacji różnojęzycznych grup ludzi), jest odzwierciedleniem innych języków. Przez kalki możecie poznawać inne struktury gramatyczne;-) Oczywiście nikt normalny, kto się nie pasjonuje lingwistyką w szerokim ujęciu, nie będzie analizował, dlaczego któryś z kolei poznany Hiszpan w trakcie parominutowej rozmowy używa sformułowania more or less, czyli coś musi być na rzeczy i ja to koniecznie muszę sprawdzić;-)
Jak się pozbyć kalek? Znowu, przebywanie wśród native'ów, oczywiście to nie zawsze możliwe, dlatego słuchanie radia, czytanie książek, gazet, blogów, oglądanie filmów i seriali. Dzięki temu metodą korpusową dowiecie się w jakim znaczeniu używa się danego słowa, sformułowania i jak powinno ono prawidłowo wyglądać.

Moje ulubione słowniki obrazkowe :-) Mam ich jeszcze kilka, ale tych używam najczęściej.


Ta sama strona w pięciu językach :-)




A Wy jak się uczycie języków? A może Was coś szczególnie drażni?

Mnie trochę irytuje używanie obcych słów, których odpowiedniki są w języku polskim. Nie jestem jakąś wielką purystką, sama użyłam kilka takich słów powyższym tekście, ale mnie to drażni, szczególnie w mowie;)





March 22, 2015

Marc Jacobs Le Marc kremowa szminka w kolorze 216 Kiss Kiss Bang Bang

Kosmetyki Marc Jacobs są dostępne w Polsce od dwóch tygodni :-) Osoby ze złotą kartą Sephory mogły już w pierwszym tygodniu poczynić zakupy. W zeszłym kolekcja dotarła do sklepów stacjonarnych. Na szczęście tym razem dostępna jest prawie we wszystkich miastach (w Poznaniu w czterech Sephorach:), więc już nie muszę marudzić, że znowu tylko Warszawa... :-))




Jak pamiętacie (albo i nie:-) miałam już dwa produkty Marcja Jacobsa - korektor klik i kredkę do oczu klik, z których byłam bardzo zadowolona, jednak najbardziej kusił mnie podkład, na którego temat znalazłam bardzo skrajne recenzje. Występuje w 10 odcieniach a wśród nich znalazłam jeden dla siebie, więc wzięłam jego próbkę. Kolejny produkt, który przykuł moją uwagę, to podkład w formie prasowanej. Na początku myślałam, że to puder, jednak po przeczytaniu kilku recenzji okazało się, że ma on bardzo lekkie krycie, więc większość osób właśnie nakłada go na podkład w formie płynnej. Błyszczyków nie oglądałam, bo mam jeden i nie podoba mi się jego zapach. Przypomina mi zepsute landrynki;)

Przyszłam do Sephory z myślą kupienia szminki. Dzień wcześniej w Internecie znalazłam kilkanaście swatchy szminek z nowej kolekcji nudes. Wybrałam sobie nawet jeden kolor, ale na żywo wszystkie okazały się bardzo nude;) Aż za bardzo dla mnie - mam naturalnie ciemnie usta i wszystkie szminki nude wyglądają na mnie okropnie. A raczej ja w nich okropnie wyglądam:-) Sprawdziłam na ręce prawie wszystkie odcienie szminek z serii lip creme i okazało się, że wszystkie 'próbniki', które pokazują ich kolory, są przekłamane. Szminki są niesamowicie napigmentowane i bardzo ciemne.


Mocno napigmentowany mauve (nadal nie wiem jak określić ten kolor po polsku). Jest on bardziej różowy niż brązowy, przez co nie podkreśla żółtych zębów. Opakowanie czarne, lekkie, plastikowe. Bardzo eleganckie z magnesowym zamknięciem. Bardzo kremowa aplikacja, nie radziłabym nakładania jej bez konturówki. Ja dobrałam sobie tę z Sephory o numerze 15 royal rose. Pełne krycie osiągniemy już po jednej cieniutkiej warstwie. Wykończenie określiłabym jako satynowe, podobnie jak w przypadku moich ulubionych szminek NARS Audacious. Niestety dla nich;), okazało się, że MJ Kiss Kiss Bang Bang nie wysusza ust, nawet ich delikatnie nie podsusza! Do tego lepiej się ją aplikuje, schodzi z ust równomiernie i nie rozmazuje się w trakcie mówienia czy też jedzenia. Wytrzymuje 5 godzin na ustach z piciem i jedzeniem. Dodatkowo mam wrażenie, że duet Kiss Kiss Bang Bang + konturówka z Sephory sprawiają, że moje usta wydają się większe. Moja mama jest osobą, która nigdy w życiu nie powiedziałaby komuś komplementu, jeśli ten nie byłby prawdą, a jak mnie zobaczyła, zażyczyła sobie, żebym ją tak samo umalowała :-)


Minusy?

Kolory. Wszystkie są świetnie napigmentowane i bardzo ciemne. To jedyna szminka, która według mnie nadaje się na dzień dla osoby, która nie lubi brązów. Róże są piękne. I bardzo ciemne. Drogi MJ, proszę o wprowadzeniu trochę jaśniejszych kolorów tych szminek, ale bez zmiany ich formuły.


Wiem, że bardzo często to piszę, szczególnie jeśli chodzi o szminki;) ale jestem nią bardzo bardzo bardzo bardzo zachwycona. Noszę ją non stop. Przepraszam Nars Audacious, musicie ustąpić miejsca szminkom MJ ;-)





March 19, 2015

Serical Crema al Latte mleczna maska do włosów

Mleczną maskę Kallos Serical Crema al Latte kupiłam kilka tygodni temu zachęcona jej pozytywnymi recenzjami. Potrzebowałam czegoś tańszego, co odżywiłoby moje włosy. Nie mam z nimi jakichś wielkich problemów - nie są przesuszone ale za to się puszą. Skusiła mnie przede wszystkim jej cena - 30 zł za 1000ml produktu.



Maska ma dość intensywny zapach. Mi przypomina mleczne cukierki :-) Dla wrażliwszych - po wysuszeniu włosów prawie go nie czuć:) Należy nałożyć jej bardzo mało (raz nałożyło mi się jej za dużo, po wysuszeniu włosy były oklapnięte). Jest baaaaaaaardzo wydajna. Używam jej od prawie ośmiu tygodniu a nie dotarłam jeszcze do połowy opakowania. Maska (gdy nałożona w małej ilości) zupełnie nie obciąża włosów, więc ja ją stosuję 2 razy w tygodniu. Efekt? Moje włosy są bardzo dobrze odżywione, podkreślony jest ich naturalny skręt a puszenie jest częściowo okiełznane. Do tego bardzo ładnie się błyszczą :-)

Minusy?

Opakowanie! Z jednej strony jest świetne, bo możemy z wielkiego słoja bez problemu wydoybyć pożądaną ilość produktu, z drugiej strony jest on dosyć ciężki i ciężko go się chwyta mokrymi rękami. Również ciężko go takowymi zakręcić :-)
Do tego ten zapach jest trochę chemiczny :-)

Nie powiedziałabym, że to najlepsza maska do włosów, którą do tej pory stosowałam, ale zważając na jej cenę, jestem bardzo z niej zadowolona i po jej skończeniu (co nie będzie szybkie;) chętnie wypróbuję inne maski z tej firmy.

Nieśmiało przypominam o mini rozdaniu w poprzednim poście klik :-)

March 16, 2015

Pomarańczowa pianka do mycia Organique + mini rozdanie

Jakiś czas temu wybrałam się do sklepu Organique, żeby wreszcie zobaczyć na żywo ich słynny peeling enzymatyczny. Okazało się, że w składzie ma białą glinkę, której moja cera nie znosi, więc dostałam do przetestowania próbkę.


Dosyć często ulegam modom blogowym, na szczęście tylko tym tańszym :-) Tak jak kompletnie nie ruszają mnie jakieś swatche droższych kosmetyków (tutaj raczej sama sobie coś upatrzę jeszcze zanim wejdzie to do Polski:), to w przypadku tych tańszych prawie codziennie dopisuję sobie coś do chciejlisty. Tak było ze słynną odżywką do włosów Isana (w końcu ją znalazłam!) i tak samo było z piankami do mycia ciała z Organique. Po raz kolejny zdecydowałam się powąchać wszystkie a mój wybór padł na pomarańczową, bo pachnie najmniej sztucznie :-)


Opakowanie typowe dla Organique plastikowe z blaszaną nakrętką. Kupiłam mniejszą wersję 100 ml, bo nie wiedziałam, czy mi się nie znudzi :-) Pachnie trochę sztucznie, ale da się przeżyć. Konsystencja to dla mnie raczej mus, pianką bym jej nie nazwała. Nabieramy na gąbkę lub bezpośrednio na skórę i się myjemy ;-) Pierwsze wrażenia? Wow to musi składać się z samych naturalnych składników, bo się nie pieni! Spojrzałam na skład i slsy ma :-( Dlaczego to się nie pieni? Poza tym nie jest wydajna. Wszystkie recenzje, które do tej pory przeczytałam na jej temat, były bardzo pozytywne. Wszyscy zachwycali się jej wydajnością. Zaczęłam nawet zadawać sobie pytanie, czy ja nie umiem jej używać? ;-) Może nakładam jej za dużo za jednym razem? Ale to się nie w ogóle nie pieni. Po umyciu połowy ciała mam wrażenie, że na gąbce już nic nie ma i trzeba dołożyć nań jeszcze troszeczkę pianki...


Szczerze mówiąc jestem trochę zawiedziona ;) Nie wiem czego oczekiwałam po tym produkcie, ale dowiedziałam się chociaż czego nie oczekiwałam ;-) Na szczęście dobrze myje ;), nie wysusza skóra i nie barwi gąbki ;-) Całe opakowanie jest bardzo lekkie i przyjazne podróżowaniu (zawsze trzeba znaleźć jakieś pozytywy). Dodatkowo po przeczytaniu tejże recenzji a wcześniej po przeczytaniu tytułu pewnie nikt nie będzie chciał wziąć udziału w moim rozdaniu. Od razu kupiłam dwie pianki z myślą o podzieleniu się jedną z Wami. Jeżeli tak jak ja ulegacie modom blogowym albo po prostu pierwszy raz słyszycie o tym produkcie i macie ochotę go potestować, zapraszam do rozdania :-)


A jeszcze zapomniałam dodać, że ktoś miał czelność ukraść jedno z moich zdjęć i zamieścić je jako swoje na Allegro. Niestety myślałam, że po moich prośbach (wysłałam z 20 e-mailu a zgłosiłam aukcję chyba z 1000 razy) Allegro się tym zajęło, niestety okazało się, że mnie olali a aukcja nie jest już aktywna, bo ktoś po prostu kupił ten produkt. Drogi złodzieju, wiem, że to tylko zdjęcie, ale mam nadzieję, że karma do Ciebie wróci;-) A ja zacznę się bawić w znaki wodne. Nie znoszę ich. Nie uważam, że moje zdjęcia są ładne, ale znaki wodne je tak bardzo psują.. Mam nadzieję, że niedługo nauczę się je robić jakoś ładniej :-)

Rozdanie jest międzynarodowe. Należy obserwować bloga przez GFC (ewentualnie Bloglovin lub Instagram). Dodatkowo można polubić fanpage bloga na Facebooku i zadać mi jakieś pytanie. Zwycięzca zostanie ogłoszone w tym poście we wtorek 23.03.2015r. Powodzenia!


a Rafflecopter giveaway

March 7, 2015

Dior Nail Polish in Lady 294

Kilka miesięcy zaczęłam doceniać jasne lakiery, które wyglądają niezwykle elegancko zarówno na długich, jak i na krótkich paznokciach. Jakiś czas temu wśród wiosennych nowości wypatrzyłam właśnie Lady i wiedziałam, że musi być mój.


Lakiery Diora to moje ulubione lakiery z wyższej półki. Nie mam za dużo z takowymi doświadczenia, próbowałam tylko te z Chanel, Burberry i właśnie Diora, ale chociażby z tej trójki Dior jest najlepszy. Bardzo szybko schną, łatwo się nakładają (nie jestem mistrzem malowania paznokci:) i bardzo długo wytrzymują na paznokciach.




Z Lady nie było inaczej. Piękny różowawy nude. Szeroki pędzelek, lakier, który nie jest ani za gęsty, ani za rzadki, do tego piękny połysk i błyskawiczne wysychanie. Wszystkie lakiery Diora (a przynajmniej te które testowałam :-) ładnie wyglądają już po jednej warstwie. Ja nakładam dwie bardzo cienkie (chyba, że się bardzo spieszę), do tego zawsze dodaję na wierzch top coat. Ostatnio gości u mnie Sally Hansen Mega Shine. Po 5 dniach końcówki były wytarte, lakier zmyłam po siedmiu dniach, bo mnie zaczynał nudzić a z jednego paznokcia zaczął odpadać.

Przypomina mi trochę Essie Lady Like (który jest jednym z moich ulubionych lakierów)



Lady zdetronizowała Lady Like, może dlatego, ze Lady Like się już bardzo zgęstniał :-) Teraz zawsze, gdy nie wiem jak pomalować paznokcie, wybieram właśnie ten kolor.

March 5, 2015

Modelujący olejek do ciała Evree*

Kilka tygodni temu trafił do mnie najnowszy produkt Evree - modelujący olejek do ciała do wszystkich rodzajów skóry. Ma on za zadanie redukować cellulit, ujędrniać i wygładzać, modelować i napinać oraz zmniejszać obrzęki.



Zwykłe, odporne na upadki (niestety spadł mi kilka razy;)) plastikowe opakowanie. Niestety nie posiada pompki, ale mimo, że olejek jest rozwodniony, nic się nie wylewa a my nie marnujemy produktu. Produkt zawiera kilka olejków (perilla - przyspiesza produkcję kolagenu, grapefruitowy - redukuje cellulit, makadamia - poprawia sprężystość, migdałowy - głęboko nawilża, winogronowy - działa przeciwobrzękowo). Dodatkowo w składzie możemy znaleźć polyplant seaweed complex (kompleks algowy z listownicy, brunatnic, morszczynu i kowniatka morskiego), który ma za zadanie pobudzać przemianę materii w komórkach, wspomagając likwidację cellulitu oraz usuwać zatrzymaną wodę w organizmie i pieprz cayenne / chili.

Czy działa?:-)

Używam go codziennie od czterech tygodni. Na początku muszę przyznać, że przeraził mnie ten pieprz cayenne w składzie. Mam bardzo niemiłe doświadczenia z rozgrzewającymi balsami z pewnej polskiej firmy ;) Niestety tamten produkt mnie tak podrażnił, że postanowiłam już nigdy nie sięgać po nic takiego, ale ciekawość zwyciężyła. Pierwsze zaskoczenie? Zapach! Nie wiem dlaczego, ale gdy tylko zobaczyłam, że ten olejek ma również usuwać obrzęki, od razu przypomniał mi się słynny olejek Pat&Rub, którego zapachu nie mogę znieść. Evree Super Slim pachnie bardzo przyjemnie. Zapach nie jest przytłaczający, ale delikatnie wyczuwalny na skórze. Nakłada go się bardzo łatwo, nie spływa z ciała. Bardzo delikatnie rozgrzewa skórę. Nie ma w ogóle porównania z inną słynną polską firmą ;) Po kilku minutach to uczucie znika a olejek? Olejek już zdążył się wchłonąć, co jest jego kolejnym plusem. Nie klei się i nie brudzi ubrań. Można go stosować na wilgotną bądź suchą skórę albo dodać kilka kropli do naszego ulubionego balsamu. Ja go używam bez żadnych dodatków na suchą skórę, wykonując przy tym masaż ciała.

Kilka tygodni temu pisałam tutaj o antycellulitowym olejku Alterry. Od razu po skończeniu tegoż zaczęłam używać olejek Super Slim, więc moja skóra była już całkiem wygładzona, nie zaczynałam od zera. Dodatkowo przypomnę, że piję dużo wody, nie solę, regularnie ćwiczę, od 3 lat wykonuję codziennie masaż na sucho szorstką szczotką i zawsze używam jakiegoś balsamu, więc nie mam jakichś wielkich problemów ze skórą.
Po olejku Evree skóra jeszcze bardziej się wygładziła i mam jeszcze wrażenie, że moje blizny bardzo delikatnie się rozjaśniły. Z powodu leków które biorę mam problem z zatrzymywaniem się wody w organizmie i z tym też sobie radzi. Efekt nie jest tak natychmiastowy jak po olejku Pat&Rub, ale za to dłużej się utrzymuje. Niedługo mi się skończy, na pewno kiedyś go ponownie kupię. Teraz mam ochotę na słynny olejek Evree upiększający, który ma przede wszystkim pomóc w redukcji blizn i rozstępów.

Ponownie zapytam, bo od ostatniego razu minęło już trochę czasu :-) macie jakieś ulubione olejki? czy może jesteście wierne balsamom do ciała? Ja coraz bardziej przekonuję się właśnie do tej formy:-)

*ten produkt otrzymałam do przetestowania, jednak nie miało to wpływu na moją recenzję

March 2, 2015

#Zużycia 2 styczeń, luty 2015

Witajcie w marcu:-) Luty był dla mnie całkiem dobry, wpadłam na parę nowych pomysłów, teraz czas powoli wprowadzać je w życie!


Przez ostatnie pięć tygodni, bo właśnie tyle minęło od mojego ostatniego postu ze zużyciami, udało mi się wykończyć kilkanaście produktów :-) Ponownie podzieliłam je na kategorie. Myślę, że tak jest przejrzyściej :-) Zdjęcia są znowu w różnych kolorach, ale mój leciwy aparat powoli zaczyna odmawiać mi posłuszeństwa. Na szczęście w przypadku zużytych opakowań kolory nie są aż tak istotne, więc myślę, że da się je oglądać :-)

Ciało pielęgnacja



1. Peeling do stóp Fuss Wohl

Bardzo delikatny, zbyt delikatny. Zużyłam go jako peeling do rąk :-) Nie kupię ponownie.

2. Philosophy Cinnamon Buns szampon, żel pod prysznic i płyn do kąpieli

Od kilku miesięcy chciałam wypróbować coś z Philosophy. Z okazji black friday udało mi się upolować ten produkt 40% taniej. Używałam go głównie jako pięknie pachnący żel pod prysznic, ale kilka razy skusiłam się, żeby umyć nim włosy. Szkoda, że później nałożona odżywka niwelowała ten zapach. Cudowny. Czy kupię ponownie? Raczej nie. To niczym nieróżniący się od tańszych odpowiedników żel pod prysznic, po prostu pachnie ładnie;)

3. Dove żel pod prysznic ogórek

W pośpiechu myślałam, że to mój ulubiony pistacjowy żel pod prysznic. W domu okazał się ogórkiem. Nie lubię takich świeżych zapachów, ale sam żel w sobie jest bardzo fajny:)

4. Antycellulitowy olejek do ciała Alterra

Recenzja tutaj. Kupię ponownie.

5. Dove Purely Pampering Shea Butter and warm vanilla olejek do ciała

Recenzja tutaj. Bardzo wydajny! Po jakimś czasie zaczął mi przeszkadzać jego mydlany zapach. Kupię ponownie, ale nie ten zapach.

6. Luksja Blueberry Muffin płyn do kąpieli

Ładnie pachnie i robi dużo piany:))

Farmona wiśniowe szaleństwo olejek do kąpieli

Pachnie obłędnie! Ciężko go się wydobywa, ciężko go się zamyka, brudzi się przy tym cała butelka. Opakowanie może wygląda ciekawie, ale chyba lepiej by się go używało w plastikowej butelce.

Włosy



1. Alterna Caviar Anti-Aging nawilżający szampon i odżywka

Na ten zestaw namówiła mnie Leśne Runo za co Jej bardzo dziękuję:-) Pozostawia po sobie pięknie pachnące, gładkie i lśniące włosy. Szczerze mówiąc najlepiej działają w duecie. Czasami lubię sobie użyć jakąś lepszą odżywkę z drogeryjnym szamponem. Tutaj niestety sama odżywka nie działa tak dobrze. Minusem jest cena w Polsce. Pewnie kiedyś skuszę się na pełnowymiarowe opakowania. W skład tego zestawu wchodzi jeszcze krem CC o którym chyba niedługo coś więcej napiszę, bo to naprawdę świetny produkt:-)

2. John Frieda odżywka dla brunetek

Skusiłam się na 40% promocję w SuperPharm. Bardzo lubię produkty JF a ta odżywka mnie nie zawiodła. Włosy są po niej bardzo gładkie i lśniące. Na pewno do niej wrócę.

3. Garnier odżywka wzmacniające gęste i zachwycające

Miałam szampon z tej serii z którego byłam zadowolona, więc dokupiłam również pasującą do niego odżywkę. Oczywiście włosy nie są po niej bardziej gęste ale jak na odżywkę za parę złotych, byłam bardzo z niej zadowlona.

Twarz pielęgnacja



1. Vichy Capital Soleil 50

Ulubiony. Może nie matuje najlepiej, ale nawilża, nie zostawia białych śladów i nie zapycha porów. Niedługo zmieni się jego nazwa i chyba opakowanie.

2. Murad Rapid Age Spot and Pigment Lightening Serum

Serum rozjaśniające plamy i przebarwienia. Miniaturka starczyła mi na 3 tygodnie. Przebarwień nie ruszyło, ale cała twarz się trochę rozjaśniła. Zaczęło mnie trochę podrażniać, więc do niego nie wrócę.

3. Orientana maska-krem pod oczy na noc z rozmarynem

Bardzo szybko się wchłania, więc używałam jej również na dzień. Faktycznie działa dobrze na opuchnięcia, jednak niestety nie nawilża dostatecznie mojej suchej skóry pod oczami, więc teraz wróciłam do kremu Nuxe, ale latem chyba znowu sięgnę po Orientanę.

4. La Roche Posay Effaclar Duo+

Kolejny ulubieniec. Nadal tęsknię za jego starą wersją, która już pewnie nie wróci;)

5. Żelowe płatki pod oczy Missha

Niestety nie robią niczego z moimi podpuchnięciami. W trakcie aplikacji trochę szczypała mnie skóra, więc miałam nadzieję na podobny efekt jak po GlamGlow, niestety go nie było.

6. Bioderma płyn micelarny dla dzieci

Uwielbiam od 10 lat:)

7. Thayer Rose Petal Witch Hazel różany tonik z aloesem

Całkiem fajny, ale można trochę podrażniać wrażliwszą skórę.

Makijaż i inne


1. Perfumy (woda toaletowa) See By Chloe Fraiche

Niby pachną tak samo jak oryginalne See by Chloe, ale jednak ładniej. Dużo ładniej. Słodziej. Trwałość świetna jak na wodę toaletową. Niestety mam taką dziwną przypadłość, że moja pamięć do zapachów jest zbyt dobra. W trakcie ich noszenia w moim życiu zdarzyło się sporo smutnych rzeczy i teraz za każdym razem, gdy je wącham, wszystkie do mnie wracają. Mam nadzieję, że kiedyś mi przejdzie i będę mogła ponownie po nie sięgnąć.

2. Korektor pod oczy Astor Perfect Stay 24

Używany jako korektor sprawuje się średnio, ale jest baaardzo jasny, więc służył mi do rozjaśniania ciemnych korektorów. Pewnie do niego wrócę, bo jest tani i dobrze się miesza z innymi produktami.

3. YSL Shocking tusz do rzęs

Jedna z moich dwóch ulubionych maskar. Gdyby tusze YSL tak szybko nie zasychały, byłaby idealna. Udało mi się ją kupić taniej, w normalnej cenie pewnie bym już do niej nie wróciła.

4. Chanel Rouge Allure Velvet 42 L-Eclatante

Była bardzo jaskrawa, więc trudno mi się ją nosiło, ale jakoś udało mi się ją zużyć. Delikatnie podsuszała usta, ale bardzo mi się podobała. Limitowana edycja sprzed 2 lat.

5. Chanel cienie do powiek Variaton 37

Moje pierwsze i jak na razie jedyne cienie Chanel. Bardzo je lubiłam, ale 3 z 4 kolorów się skończyły (baaaaardzo wydajne! miałam je 3 lata!) a czwarty zrobił się kredowy. Nie testowałam jeszcze nowej wersji cieni Chanel, bardzo jestem ciekawa ich jakości.

6. Chanel Perfection Lumiere podkład w kolorze 10

Chanel powinien wprowadzić program back to Chanel;). Gdy go kupiłam, był dla mnie za ciemny, jednak latem i wczesną jesienią bardzo często po niego sięgałam. Całkiem przyzwoity podkład. Nie wiem czy do niego wrócę. Pewnie nie, bo lubię testować nowe podkłady :-) Recenzja tutaj.

Miłego marca!