July 1, 2015

Zużycia #6 czerwiec

Hej :-)

Wiem, że zdanie 'nie mogę uwierzyć, że mamy już za sobą połowę 2015 roku' będzie teraz pojawiać się bardzo często na blogach, ale nic na to nie poradzę, że naprawdę nie mogę w to uwierzyć :) Ja mam za sobą już sesję, z każdym kolejnym egzaminem zastanawiałam się dlaczego studiuję i kiedy wreszcie będą wakacje:) Te od uczelni mam już od tygodnia a na bloga raczej nie zaglądałam, bo miałam dość komputera i wolałam poświęcić czas czytaniu książek :-) Nie wiem czy posty będą pojawiały się od teraz regularnie, bo moja wena jeszcze nie wróciła, ale miejmy nadzieję, że będzie już tylko lepiej :-)

W czerwcu zużyłam (jak na mnie) bardzo mało produktów :-)

Ciało mycie i pielęgnacja


1. Żele pod prysznic Isana wiśniowy edycja letnia, wiśniowy edycja wiosenna i sanfter Engel edycja wiosenna

Polubiłam się z nimi w zeszłym miesiącu. Są bardzo niewydajne, ale do tego bardzo tanie, ładnie pachną (środkowy pachnie najsztuczniej, ale do zniesienia, sanfter Engel jest bardzo mydlany, najbardziej podoba mi się ten z sową) i nie podrażniają ani nie wysuszają mojej bardzo wrażliwej skóry.

2. Eveline SOS krem intensywnie regenerujący do ciała

Kupiłam go kilka miesięcy temu i wreszcie przyszła na niego kolej. Bardzo ładnie pachnie i stosunkowo szybko się wchłania. Bardzo wydajny. Nie mam suchej skóry, więc nie wiem jak na takowej by się sprawdził, ale moją normalną pozostawiał bardzo dobrze nawilżoną i odżywioną (bez uczucia lepkości!)

Twarz pielęgnacja


1. Estee Lauder Advanced Night Repair

Jakiś czas temu Douglas miał w swojej ofercie 7ml swojego najsłynniejszego serum wraz z korektorem (dla mnie za ciemny, więc poszedł w świat) w cenie 39 zł. Kupiłam kilka opakowań dla mamy i dla znajomych a jedno zostawiłam sobie, żeby zobaczyć, czy za nim tęsknię. Pierwszą wersję tego serum pokochałam w 2012 roku. Buteleczka starczyła mi na ponad 10 miesięcy, potem doszłam do wniosku, że moja skóra jednak go nie potrzebuje, a II wersja serum już mnie tak nie zachwyca jak pierwsza. Po 2 latach wróciłam do drugiej wersji i nadal mnie ona nie zachwyca. W 2012 roku nie wiedziałam jak dbać o moją skórę. Była ona szara i bardzo zanieczyszczona, wtedy ANR było dla niej wybawieniem. Teraz już wiem, że moja skóra go nie potrzebuje, ale znam wiele osób, które je uwielbia.

2. La Roche Posay Effaclar Duo +

Ulubieniec od kilku lat. Wciąż tęsknię za pierwszą wersją tego kremu, która bardziej matowała skórę ;) Ta za to nawilża tak, że latem nie muszę używać kremu nawilżającego. Och, i jeszcze jak zdarta płyta powtórzę, że nie kupujcie tego kremu, bo jest modny;) Najpierw zastanówcie się, czy naprawdę go potrzebujecie, bo wbrew pozorom, jest bardzo silny i może wysuszyć. 90% negatywnych opinii na temat tego kremu pochodzi od osób, które nie powinny go używać.

3. Auriga Flavo-C serum

Rok temu na blogu zachwycałam się tym serum. Po kilku miesiącach zaczęło mnie denerwować i nie kupiłam go ponownie. Miesiąc temu na moich policzkach pojawiły się piegi. Uwielbiam piegi, uważam, że są urocze, ale w maju doszłam do wniosku, że coś jest nie tak. Przez cały rok używam kremu z filtrem a w maju jeszcze nie ma takiego słońca, żeby piegi się pojawiły, może za mało nakładam kremu przeciwsłonecznego? Wtedy przypomniało mi się serum Flavo-c. Piegi prawie zniknęły a dodatkowo pociesza mnie fakt, że witamina C wzmacnia działanie filtra. Z serum się przeprosiłam i kupię duże opakowanie (tę próbkę kupiłam na Allegro) :-)

4. Bioderma Sensibio H2O

Wieloletni ulubieniec. Chyba to już 10 lat od kiedy go używam :-) W aptece Ziko bardzo często można dostać 2x500 ml w cenie 65 zł. Polecam :-)

Makijaż


1.Charlotte Tilbury Airbrush Flawless Finish puder w kolorze 1 Fair

Bardzo go lubiłam, ale jednak nie wygląda na skórze tak dobrze jak pewien wycofany z sprzedaży puder Giorgio Armani:( Na razie będę szukać czegoś lepszego, ale do CT pewnie jeszcze kiedyś wrócę, bo jest naprawdę bliski ideału :) Pełna recenzja tutaj.

2. Tarte Light, Camera, Lashes tusz do rzęs

Nie był najgorszy, ale znam lepsze i tańsze. Na rzęsach tutaj.

3. Maybelline Lash Sensational tusz do rzęs

Tusz do rzęs, który wywołał trochę zamieszania w blogosferze :-) Surprise, surprise okazało się, że jednak, ku oburzeniu niektórych, jeden tusz do rzęs nie jest idealny dla każdego ;-)) Mi bardzo pasuje, a tym, którzy niby się nacięli przez pozytywne opinie, życzę więcej luzu, umiejętności czytania ze zrozumieniem i zapamiętania raz na zawsze, że nie produktu, który by wszystkim pasował.

Inne


Niezbyt często zdarza mi się skończyć perfumy, a w tym miesiącu skończyłam aż dwie butelki :-) Na początku czerwca Chloe, wczoraj Jimmy Choo. Moje jedyne. Teraz używam mgiełek i zastanawiam się co nowego kupić :))

1. Chloe woda perfumowana

Zdaję sobie sprawę, że perfumami Chloe pachnie pół miasta. Każdego miasta. Mi (mnie) również przypadły do gustu, jednak czegoś mi w nich brakuje. Lubię ten 'główny' zapach Chloe, ale czymś przeplatany. Dlatego teraz waham się pomiędzy Chloe Love Story a Roses De Chloe. Bardzo długo się utrzymywały na skórze i były wydajne. Minus? Opakowanie. Widzicie tę rdzę? Myślałam, że to tylko u mnie, ale widziałam w Internecie sporo zdjęć z rdzą. Bardzo niefajnie, szczególnie biorąc pod uwagę cenę tych perfum. Za to podoba mi się kokardka. Kocham kokardki.

2. Jimmy Choo Flash woda perfumowana

Flash miałam 1,5 roku. Podobno pachną truskawką, ja na szczęście jej nie wyczuwam :-) Bardzo mi się podobały, w zasadzie na początku mnie to trochę zdziwiło, bo to nadal jedyne perfumy Jimmy Choo, które nie powodują u mnie bólu głowy:) Myślę, że kiedyś do nich wrócę.

Miłego lipca :-)

Przypominam o rozdaniu :-) Do wygrania paleta Too Faced Semi-Sweet Chocolate klik!


June 18, 2015

4 lata Wade Ashore! Rozdanie :-)))) Too Faced Semi-Sweet Chocolate Bar niedostępna w Polsce :-)

Hej! :-)

Bloguję już 4 lata :-) W zasadzie cztery lata minęły już w kwietniu, pierwsze wpisy pojawiły się w maju 2011 a w czerwcu 2015 z tego powodu zorganizowałam dla Was skromne rozdanie :-)

Nagrodą ufundowaną przeze mnie jest paleta cieni do powiek Too Faced Semi-Sweet Chocolate Bar. Tak, to ta druga, niedostępna w Polsce :-) Paleta jest oczywiście nowa i przeze mnie zakupiona.


Zasady są bardzo proste :-) Wystarczy tylko wypełnić tabelkę pod spodem a poniżej znajdziecie wyjaśnienia co i jak, żeby nie było nieporozumień :-)

1. Obserwuj mojego bloga przez GFC lub Bloglovin. Dla osób, które takowych nie posiadają, może to być Instagram, ale wtedy ta opcja liczy się tylko raz. Nie możesz zgłosić swojego konta na Instagramie ponownie w punkcie. Będę to sprawdzać :-)

2. Obserwuj mojego bloga przez Bloglovin lub GFC (inne niż w punkcie pierwszym!)

3. Obserwuj mojego bloga na Instagramie - wadeashore klik

4, 5 i 6. Udostępnij informację o tym rozdaniu na swoim blogu (nie musi być to w osobnym poście, wystarczy przy okazji jakiegoś wpisu umieścić gdzieś informację o moim rozdaniu), Facebooku (można udostępnić post z fanepage'a) lub Instagramie.

7. Zadaj mi jakieś pytanie (w komentarzu)

8. Polub mój fanpage na Facebooku (link po prawej stronie), mam nadzieję, że to mnie zmobilizuje do tego, żebym tam znowu zaczęła coś pisać :-)

8. Moje ulubione:-) Powiedz co Ci się nie podoba w moim blogu. Uwaga! Wiadomości typu 'wszystko mi się podoba' nie będą przyjmowane :-) Uwielbiam konstruktywną krytykę, dzięki ostatniemu rozdaniu poprawiłam wygląd notek i archiwum, bo takie sugestie właśnie się pojawiały i jestem za nie bardzo wdzięczna :-)

9. Rozdanie jest międzynarodowe i trwa do 18.07.2015r. kiedy to wylosuję jedną osobę. Informacja o wygranej pojawi się w tym poście a osoba, która wygrała moje rozdanie zostanie o tym poinformowana e-mailowo.


Na koniec chciałabym Wam podziękować za obserwowanie mojego bloga, czytanie moich nudnych notek i komentowanie :-)

Powodzenia!

UWAGA! Coś pomieszałam i w rozdaniu pojawia się dwa razy to samo pytanie. Nie będę tej opcji usuwać, bo niektórzy się zapisali do jednej a niektórzy do drugiej, po prostu traktujcie to jako dodatkowy los :-)

May 31, 2015

Zużycia #5 maj 2015

Maj się kończy, więc nadszedł czas na majowe zużycia :)

Ciało mycie i pielęgnacja


1. Perfecta pomarańczowe antycellulitowe masło do ciała. Ulubieniec od lat. Bardzo często do niego wracam przede wszystkim za zapach i odżywienie skóry.

2. Perfecta ananasowy antycellulitowy peeling do ciała. Cudowny zapach i bardzo dobre wygładzenie. Ma w składzie parafinę, więc nie polecam go osobom, które nie lubią delikatnej tłustej warstwy po spłukaniu peelingu.

3. Bath&Body Works żel pod prysznic golden magnolia. Za co lubię żele pod prysznic tej firmy? Przede wszystkim za wydajność. I piękne zapachy. Ta butelka starczyła mi na miesiąc codziennego używania. Czego w nich nie lubię? Ceny. Na szczęście udało mi się go kupić za $3. Nie kupiłabym go w polskiej cenie. Dodatkowo brakuje mi sklepu B&BW w Poznaniu, żebym mogła sobie te produkty powąchać, bo niektóre mają zbyt intensywne zapachy..

4. Bath&Body Works balsam do ciała violet lily. Te zbyt intensywne zapachy przeszkadzają przede wszystkim w balsamach do ciała, tutaj na szczęście udało mi się trafić idealnie znowu za $3. Cudowny świeży zapach, który nie był za świeży ;( (takich nie lubię). Dodatkowo to nawilżenie. Skład na pół butelki a jakimś cudem nawilżał idealnie. Tak jak powinien balsam, który się tak szybko wchłania. Szczerze mówiąc dawno nie miałam balsamu, który by tak bardzo wygładzał skórę. Znowu, kupię ponownie, ale nie w polskiej cenie.

5. Żel pod prysznic Isana z ekstraktem z owoców malin. W końcu się skusiłam na te słynny żele z limitowanych edycji. Kiedyś miałam jakiś żel Isany, ale mnie nie powalił. Tym razem skusiłam się na zapach. Za 2,49 kupiłam wszystkie żele z aktualnej limitowanej edycji. Zapach trochę chemiczny, ale na szczęście nie wysusza skóry. Poza tym robi to, co żel pod prysznic powinien, czyli myje ;) Wada? Koszmarna niewydajność. Ale kto by się tym przejmował za 2,49 zł ;-)

6. Różany płyn do kąpieli Luksja. Lubię płyny do kąpieli z tej firmy, bo się dobrze pienią i nie wysuszają skóry, jednak tym razem bardzo mi przeszkadzał jego chemiczny zapach. Kocham wszystko, co pachnie różą, tzn może nie wszystko;), bo właśnie mało kto potrafi odtworzyć ten zapach bez chemicznego dodatku, który mi przeszkadza. Teraz już wiem, że z Luksji będę kupować tylko te słodkie zapachy.

Włosy


1. Maska CC Collistar. Zużyłam ją, bo bałam się, że się zestarzeje. Fajnie działa na odrosty, a gdy ktoś nie farbuje włosów, dodaje delikatnie (w moim wypadku dosyć ciemne;)) refleksy. Wady? To trochę brudna zabawa. Nie lubię urabiać ciasta, sadzić kwiatów i jak się okazało, nakładać tej maski ;) Całkowicie spłukuje się po kilku myciach, więc co kilkanaście dni można sobie nią delikatnie zmieniać kolor. Nie wiem, czy kupię ją ponownie.

2. Not Your Mother's. Detangler. Odplątywacz? ;-) Dla mnie to strata pieniędzy, bo mi się włosy nie plączą. Mogę je myć samych szamponem (co robię może raz w roku;) i włosy mi się nie plączą. Chociaż ostatnio zaplątały mi się po użyciu jednego produktu z Alterry, co mnie bardzo zdziwiło ;) Zużyłam, żeby chronić końcówki, ale nie wiem, czy działa na plączące się włosy.

3. Szampony Batiste. Wszystkie otworzone kilka miesięcy temu, więc postanowiłam je skończyć, bo mi miejsce zajmowały :) Zostawiają biały płyn, którego można się w miarę pozbyć przy użyciu suszarki. Ten, komu włosy się nie przetłuszczają tak bardzo jak moje, nie zrozumie po co komu suche szampony:)


Pielęgnacja Twarzy


1. Oczyszczająca maseczka Origins. Bardzo, bardzo wydajna. Działa bardzo delikatnie. Przyznam szczerze, że średnio za nią przepadałam, bo wydawało mi się, że nic nie robi, ale trochę już się za nią stęskniłam :) To jedyna maseczka tego typu, którą mogłam bez strachu nałożyć na policzki.

2. Nawilżająco-wygładzający krem pod oczy AA 30+. Do 30 zostało mi jeszcze sporo czasu, tym bardziej do 30+, ale zawsze kupuję takie kremy, bo są trochę bardziej odżywcze, niż kremy 20+. Całkiem ok, nawilżenie w miarę, bez rewelacji, ale jego największą wadą była albo konsystencja albo opakowanie ;) Po prostu prawie za każdym razem produktu wychodziło zbyt dużo, przez co krem się marnował. Teraz mam inny krem AA+, który jest gęstszy, więc tego problemu już nie ma:)

3. Ren maseczka z kwasem glikolowym. Powiem tak, na początku uważałam, że jest bardzo przeciętna i nie mogłam zrozumieć tego zachwytu nad nią, ale po kilkunastu użyciach ja również stałam się jej fanką. Bardzo delikatnie złuszcza skórę i ją rozjaśnia. Każde kolejne użycie jest dopełnieniem poprzedniego i już zbieram na pełnowymiarowe opakowanie. Bardzo wydajna. Dziwnie pachnie.

4. Ren Flash Rinse 1 Minute Facial. Kolejna miłość. Więcej tutaj.

Makijaż


1. Stila Stay All Day wodoodporny eyeliner w pisaku w kolorze brązowym. Bardzo się z nim polubiłam. Tutaj zastanawiałam się, który mi bardzo przypadał do gustu - ten, czy Kat Von D. Teraz już wiem, że Kat Von D jest lepszy, bo Stila po 6 miesiącach używania zrobił się suchy :)

2. Makeup Revolution biały podkład. To już moje drugie opakowanie białego podkładu. Więcej tutaj.

Dłonie


1. Le Petit Marseillais krem do rąk z masłem karite. Nie lubię żeli pod prysznic z tej firmy, bo są bardzo niewydajne i chemicznie pachną, ale i tak skusiłam się na ich krem do rąk. Bardzo ładnie pachnie, tak ciepło, ale nie nachalnie, do tego bardzo dobrze nawilża dłonie i jest bardzo wydajny. Polecam.

2. Bath&Body Works piankowe mydło Mixed Berry Tart. Koszmarnie niewydajne bardzo ładnie pachnące mydło. Nie kupię w polskiej cenie, za $3 pewnie się jeszcze kiedyś na nie skuszę.

Inne


1. Victoria's Secret London woda toaletowa. Przeważnie wszystkie wody toaletowe dosyć dobrze się na mnie trzymają, ale nie ta. Za 40 funtów zachowywała się jak najtańsza mgiełka. Nie polecam, przede wszystkim za trwałość. Zapach bardzo ładny.

May 23, 2015

Nails Inc Victoria Beckham Bamboo White


Pierwszym zakupem z mojej chciejlisty, którą zamieściłam na blogu dwa posty temu :-) (klik) jest lakier Nails Inc Victoria Beckham w kolorze Bamboo White.


Nie jestem ani szczególną fanką Victorii Beckham, ani lakierów Nails Inc (kilka lat temu testowałam jeden, w dodatku nowe kwadratowe opakowania są według mnie tandetne), ale bardzo spodobał mi się ten kolor. Od kilku miesięcy bardzo intensywnie się nad nim zastanawiałam, miałam go już kilka razy w koszyku a i tak zawsze stwierdziłam, że nie wiem przecież jak wygląda na żywo, czy jest wart swojej ceny i jeszcze dodatkowo miał sporo negatywnych opinii :)


Jakiś czas temu do Sephory zawitały dwa lakiery Nails Inc z limitowanej edycji Victoria Beckham a wśród nich oczywiście był Bamboo White. Gdy się o tym dowiedziałam, od razu zadzwoniłam do najbliższej Sephory a 10 minut później byłam w samochodzie ;)

Nie umiem opisywać kolorów. Bamboo White to dla mnie po prostu kość słoniowa ;) Piękny, naturalny kolor. Lakier ma dosyć szeroki pędzelek, mi odpowiada. Nie smuży się przy nakładaniu a tego się najbardziej bałam :) Nawet takie beztalencie jak ja nie miało problemu z pomalowaniem paznokci :) Na zdjęciach mam dwie warstwy Bamboo White. Jak widać, nie dają one 100% krycia, jednak mi taki efekt bardzo odpowiada. Wspominałam już, że ten kolor wygląda bardzo naturalnie? :-) Nie ma mowy o efekcie korektora na paznokciach :) Utrzymuje się pięć dni z top coatem Sally Hansen Mega Shine , potem zaczynają się ścierać końcówki.


Jestem bardzo bardzo bardzo zadowolona z zakupu :-) W dodatku udało mi się go upolować taniej niż w Stanach, bo za 59 zł. Cena nie jest niska, ale według mnie warto :-) Oczywiście to nie jest jakiś niepowtarzalny kolor, ale mi się nie udało nigdzie indziej znaleźć tańszego/lepszego odpowiednika.

May 17, 2015

Urban Decay Naked Skin Foundation in 1.0

Nie lubię pisać o podkładach. Nie wiem skąd mi się to bierze, ale tego bardzo nie lubię. Mogę pisać o wszystkim a podkłady celowo pomijam :-) Może dlatego mam w szafce trzy zaległe do zrecenzowania a właściwie cztery, ale mam nadzieję, że po dzisiejszym poście zostaną tylko trzy :-)

Po namyśle chyba wiem skąd mi się to bierze. Podkłady są rzeczą bardzo indywidualną. Dla mnie bardzo ważną. Najważniejszą, wszak mój pierwszy produkt z wysokiej półki był właśnie podkładem :-)


Kocham podkłady, ale one mnie chyba nie za bardzo;) Moja cera na pierwszy rzut oka wygląda w miarę normalnie. Ok, mam rozszerzone pory, blizny i naczynka, czasami mi coś wyskoczy na brodzie albo policzku, ale największym problemem jest jest odczyn (?)*, bo 99% podkładów na mnie ciemnieje. I to nie tylko na twarzy. Nawet na swatchu na ręce, więc coś z tą moją skórą musi być ;) Do tego, jak już wspominałam w poście pielęgnacyjnym, moja skóra jest bardzo bardzo bardzo tłusta i po prostu podkłady z niej lubią spływać. Albo się ścierać. Albo po prostu znikać :-) Oczywiście nie wspomniałam jeszcze o tym, że moja skóra jest bardzo płytko unaczyniona i lubi reagować na temperaturę. I emocje. A na koniec jeszcze nadmienię, że jestem alergikiem i właśnie na twarzy mam miejsca, w którym m.in. ukazują się moje plamy AZS. Ach, prawie bym zapomniała! Moja skóra jest jeszcze bardzo leniwa, więc mimo regularnych peelingów, gdzieniegdzie można znaleźć suche skórki.

Mimo tego wszystkiego, bardzo tę moją skórę lubię. I staram się traktować ją z szacunkiem, za to ona mi się czasami odwdzięcza blaskiem :-)

Jeszcze kilka lat temu miałam nadzieję, że kiedyś znajdę podkład, który matowałby moją skórę przez cały dzień, jednak moje nadzieje szybko zostały rozwiane. Teraz po prostu marzy mi się podkład, który by na mnie zbytnio nie ciemniał, trzymał się cały dzień na twarzy i nie ścierał się przy ponownym matowaniu (bibułkami lub pudrem) w ciągu dnia.

Giorgio Armani Maestro
był bliski ideału, jednak czasami za bardzo podkreślał moje plamy AZS, co mnie trochę denerwowało w podkładzie za 299 zł. Jego niewątpliwym plusem było to, że tylko odrobinę ciemniał i ładnie utrzymywał mat. Po skończeniu buteleczki stwierdziłam, że pewnie i tak do niego kiedyś wrócę, ale najpierw potestuję sobie nowości.

Nowości testowałam bardzo długo, aż w końcu w ręce wpadła mi próbka podkładu Urban Decay Naked Skin w kolorze 2.0. Była dla mnie za ciemna, jednak mimo tego, postanowiłam ją nałożyć na twarz i od razu wiedziałam, że może od razu nie będzie z tego miłość, ale przyjaźń na pewno. Kilka dni później poszłam do Sephory po jaśniejszy kolor a dnia następnego wróciłam do domu z całym opakowaniem 1.0, który jest dla mnie delikatnie za ciemny. Dlaczego wzięłam za ciemny kolor? O tym będzie za chwilę ;)


z lewej 1.0 a z prawej 2.0, który wygląda bardzo sucho, bo zostawiłam sobie próbkę, którą dostałam jakieś 7 tygodni temu;)

Urban Decay Naked Skin ma satynowe krycie. Według producenta jest ono półmatowe, jednak ja bym się z tym nie zgodziła. Mat kojarzy nam się raczej z czymś tępym a satyna ma delikatny połysk. Podkład nie ma połysku, ale pozostawia delikatne rozświetlenie. Ja mam rozszerzone pory i w nie nie wchodzi, ale czytałam, że może. Czyżbym była szczęściarą? ;) (nie lubię tego słowa. kiedyś na moim byłym osiedlu był pies o imieniu Szczęściara, którego przezywano Śmieciarą..). Konsystencja jest dosyć lejąca. Ja lubię go nakładać palcami, ale z beauty blenderem wygląda równie ładnie. I palce pozostają czyste;) Wydobycie produktu ułatwia pompka (uwielbiam produkty z pompkami!), która jest świetna, bo można wydusić (powinnam napisać moje ulubione poznańskie nadusić :)))) pół pompki, albo jedną trzecią ;) (jeżeli wiecie o co mi chodzi;) gdy zabraknie Wam np kropli podkładu, niektóre pompki nie dają się nacisnąć do połowy i produkt się marnuje. Tutaj tego nie ma:) można wyduszać (naduszać <3 połówki i ćwiartki do woli ;)) Do pokrycia całej twarzy używam jednej pompki. Krycie? Jedna pompka na całą twarz (mam bardzo dużą głowę, więc mam sporo skóry do pokrycia;)) daje bardzo delikatne krycie, które można stopniować. Nie przykrywa w 100% przebarwień i zaczerwienienia, czyli to co lubię najbardziej. Często słyszę pytania dlaczego nie nakładam więcej podkładu albo chociaż korektora, żeby przykryć moje niedoskonałości. Dlatego, że lubię naturalny wygląd. Wiem wiem, to po co w takim razie nakładam podkład. Po prostu lubię wyrównany koloryt i delikatne przykrycie mankamentów mojej skóry bez efektu maski, co zapewnia mi właśnie podkład Naked Skin. Jest on bardzo lekki, niewyczuwalny na twarzy. Nie wiem natomiast, czy to dlatego, że tak mało go na nią nakładam, nie wiem jak się sprawdzi i czy będzie odczuwalny, gdy nałożymy go więcej.


Podkład ten minimalnie na mnie ciemnieje, ale jak pisałam wcześniej, jest to u mnie normalnie. Wybrałam kolor 1.0 z myślą o lecie. Już teraz widzę zarys opalenizny na moich dłoniach. Wiem, że jeszcze troszeczkę się opalę, więc wolę teraz dodawać kroplę białego podkładu do 1.0, niż potem jakoś przyciemniać 0.5 (który jest dla mnie idealny), albo kupować dwa podkłady. Tzn drugi kupię zimą, tym razem 0.5, ale podejrzewam, że 0.5 musiałabym latem mieszać z 2.0, żeby uzyskać 1.0;) trochę to wszystko skomplikowałam, ale podsumowując - 1.0 z kroplą białego podkładu na wiosnę, 1.0 na lato i wczesną jesień a zimą kupię 0.5 :-)


Nie marzyłam oo totalnym macie i takowego nie ma. Na podkład nakładam puder Charlotte Tilbury a na to jeszcze moje meteoryty Guerlain i podkład trzyma się idealnie przez jakąś godzinę. Po dwóch godzinach zaczynam się delikatnie świecić i podkład minimalnie ciemnieje, ale przez kroplę białego podkładu nie odcina się od szyi.

Jest on trochę żółtawy. Trochę się go bałam, bo 2.0 mnie wystraszyła, ale po roztarciu stapia się z moją skórą, która jest chyba neutralna (wydaje mi się, że mam mieszankę zimnych i ciepłych podtonów).


Raczej nie podkreśla suchych skórek, ale myślę, że nie będzie odpowiedni dla osób z suchą skórą, bo może trochę ściągać. Poleciłabym go dla osób ze skórą normalną, mieszaną i tłustą. Jeżeli osoby z suchą skórą mają na niego ochotę, radziłabym pod niego nałożyć jakiś bardzo mocno nawilżający krem, ale po co się w to bawić? Podkłady dostępne na rynku w 90% skierowane są dla osoby z suchą skórą, więc Wy, posiadaczki takowej skóry, na pewno coś dla siebie lepszego znajdziecie.

Ja jestem bardzo zadowolona a dodatkowo cieszy mnie jeszcze fakt, że jest o połowę tańszy od GA Maestro (GA Maestro 299 a UD Naked Skin 155 a ze zniżką 20% w Sephorze 124 zł :-)

Z serii Naked mam jeszcze korektor, który również przypadł mi do gustu :-)












* powiedzmy, że to odczyn ;) niech ktoś mądrzejszy się wypowie:)

May 13, 2015

Letnia chciejlista - nudziakowe lakiery

Jak już kiedyś wspominałam, jeszcze jakiś kilka miesięcy temu nie lubiłam nudziakowych lakierów. Wydawało mi się, że trzeba mieć do nich idealne paznokcie, a moja płytka była dla nich za krótka. Jakiś czas temu mi się odmieniło :-) Nadal chętnie maluję swoje paznokcie na różne kolory, ale coraz częściej zdarza mi się tęsknym wzrokiem zerkać w stronę nudziaków, dlatego też postanowiłam stworzyć sobie taką małą chciejlistę. Może kogoś nią zainspiruję? :-) Od razu zaznaczam, że lista ta nie jest do końca aktualna. Stworzyłam ją tydzień temu a w międzyczasie zakupiłam jeden chciany przeze mnie lakier! Muszę przyznać, że marzyłam o nim od dawna :)) Szczegóły na Instagramie :))



1. Burberry Ash Rose. Piękny nudziak z delikatną domieszką różu :-)

2. Opi Don't Bossa Nova Me Around. Też lakier możecie często zobaczyć na moich paznokciach. Nie mam go, bo nie przepadam za lakierami tej firmy, ale za każdym razem, gdy idę na manicure, zawsze proszę o malowanie mich paznokci właśnie tym kolorem.

3. A na paznokciach na palcach serdecznych zawsze ląduję Opi Taupe-less beach.

4. Essie Ballet Slippers. Mocno kryjący białawy nudziak.

5. Mam chyba 30 lakierów Zoya na swojej chciejliście a Bela jest jednym z nich. Delikatny cukierkowy róż.

6. Nails Inc Bamboo White. Ten lakier podchodzi już pod biały, ale na paznokcie wygląda bardzo naturalnie bez efektu pociągnięcia paznokci korektorem ;) Właśnie ten lakier już kupiłam i się nadal nim zachwycam.

May 9, 2015

Moje zakupy z Rossmanna

W tym roku kupiłam wszystko, co planowałam :-)


W czasie pierwszego tygodnia promocji udało mi się upolować dwa produkty:


Bourjois CC cream w kolorze 31 Ivory. Niestety okazał się dla mnie za ciemny, więc testowanie muszę zostawić na lato. Zbiera bardzo różne opinie, więc postanowiłam, że najlepiej będzie, gdy sama dam mu szansę :-)

Bourjois Silk Edition puder w kolorze 52 Vanille. Ten puder też jest za ciemny, więc również musi poczekać na lato. Podoba mi się jego opakowanie. Jest bardzo lekki a w środku znajdziemy duże lustro.

Najbardziej czekałam na drugi tydzień promocji ;)


Tym razem skusiłam się na tusze do rzęs, jedną kredkę do oczu i jeden cień do powiek.

Maybelline Lash Sensational. Używam aktualnie i bardzo go lubię. Dodatkowo wzięłam jeszcze także nową wersję lubianego przeze mnie tuszu The Colossal Go Extreme! Pamiętam, że kilka miesięcy temu byłam nim zachwycona, a ta wersja jest po prostu bardziej czarna;) Zrobić porównanie tych Lash Sensational i The Colossal Go Extreme!?
Następnie wzięłam tusz, który jest bardzo słynny w blogosferze, L'Oreal Volume Million Lashes. Mam tak, że albo kupuję bardzo drogie tusze Chanel, albo bardzo tanie, tak do 30 zł ;-), więc jakoś nigdy nie miałam okazji przetestować tego L'Oreal. Jestem bardzo ciekawa jak się sprawdzi na moich marnych rzęsach.
Jakiś czas temu skończyła mi się nude kredka z Nars. Była jednak dla mnie trochę za żółta, więc ponownie jej nie kupiłam. Tym razem wzięłam słynną kredkę z Max Factor w kolorze 090 Natural Glaze. Niestety bardzo szybko znika z mojej linii wodnej. Po godzinie nie ma już po niej śladu :-( Moim ostatnim zakupem z tego tygodnia był cień do powiek Astor w kolorze 830 Warm Taupe. Bardzo słabo napigmentowany, ale na powiece wygląda bardzo ładnie:) Wg mnie nie nadaje się dla osób z cieplejszym odcieniem skóry, bo będzie wyglądał jak brud.


Trzeci tydzień. Planowałam kupić jeden lakier i 3 top coaty. Poszłam na otwarcie do Rossmana, który był najbliżej mojej pracy. Niestety okazało się, że szafka Sally Hansen była prawie pusta:( Top coatów nie było żadnych, więc wzięłam tylko lakier Maybelline Super Stay 7 Days 130 Rose Poudre. Tego dnia byłam cały dzień w pracy, więc bałam się, że zanim dotrę do kolejnego Rossmanna, wszystkie pożądane przeze mnie produkty zostaną wykupione, więc poprosiłam kogoś innego o drobny zakup, który nie okazał się takim drobnym ;) Uwielbiam top coat Mega Shine, jego mam aż 3 sztuki. Dawno temu miałam Insta Dri, ale już nie pamiętam jak działa. Dodatkowo skusiłam się na No Chip:)

Pochwalcie się swoimi zakupami z Rossmanna :-) Ja sporo zaoszczędziłam, ale cieszę się, że ta promocja już się skończyła :-)

May 5, 2015

Zużycia #4 kwiecień 2015


Czas na co miesięczny post ze zużyciami :-) Tym razem skończyłam tylko jeden produkt do makijażu i kilkanaście do pielęgnacji :-) Zapraszam do lektury :)

Ciało




Ziaja mleczko do ciała z olejkiem arganowym do skóry bardzo suchej, podrażnionej
. Koszmarnie się rozsmarowywał, przez co był niewydajny. Średnio sobie radził z przesuszoną skórą, więc do niego nie wrócę.

Dove pistacjowy żel pod prysznic. Już w poprzednim poście ze zużyciami pisałam, że kiedyś bardzo podobał mi się ten zapach. Nadal chętnie do niego wracam, ale to już nie to... :-)

Perfecta wygładzający cukrowy peeling do ciała lody melba. Ostatnio sięgam tylko po peelingi Perfecty, bo są w miarę wydajne (około 5 tygodni za 12,99 zł) i bardzo dobrze radzą sobie z moją skórą.

Perfecta mus do ciała wyciąg z grapefruita. Bardzo lubię masła do ciała Perfecty, ale ten zapach mi wyjątkowo nie podochodzi. Mam jeszcze jeden i będę musiała go zużyć, ale raczej nowych nie kupię.

Pat&Rub drenujący olej. Nie przepadam za tą firmą, ale kilka produktów jest naprawdę wartych uwagi, a ten olejek jest jednym z nim. Pełna recenzja tutaj.

Palmer's krem na rozstępy. Lubię kremy na rozstępy, bo bardzo dobrze nawilżają i uelastyczniają skórę :) Ten zużyłam z trudem, bo bardzo dziwnie pachniał. Miałam już różne produkty Palmer's i tylko ten krem miał taki dziwny zapach....

Luksja żel pod prysznic ze składnikami balsamu do ciała olej z pestek dyni. Dla mnie żel pod prysznic ma po prostu myć. Nie oczekuję nawilżenia, po to po kąpieli nakładam balsam. Ten mi nie podpasował, bo pachnie jak zwykłe mydło ;)

The Body Shop wild argan oil. Stały olejek o którym pisałam tutaj. Bardzo się z nim polubiłam. Już od kilku tygodniu posiadam nowe opakowanie. Piękne pachnie i idealnie koi podrażnioną skórę.

Twarz



Uriage woda termalna. Słynna woda termalna, którą ja się nigdy nie zachwycałam. Dodatkowo ostatnio odkryłam, że to ona odpowiedzialna jest za podrażnienie moich policzków! Woda idzie do kosza, już nigdy do niej nie wrócę.

Vichy Capital Soleil spf 50 skóra tłusta i mieszana. Ulubieniec. To ostatnie opakowanie z moich zapasów z zeszłego roku. Już kilka tygodni temu wyposażyłam się w ten krem w nowej odsłonie (zmieniona nazwa na Ideal Soleil). Nie wyobrażam sobie wyjść bez niego z domu.

Bioderma płyn micelarny. Kocham od 10 lat ;) Tym razem skusiłam się na czerwoną wersję, bo za litr zapłaciłam 64 zł w Ziko. Wiem, że dla większości osób to bardzo drogi płyn do demakijażu, ale dla mojej skóry, która nienawidzi wody, to ukojenie. Myję nim twarz dwa razy dziennie, gdy np przy myciu włosów woda dotknie mojego czoła, muszę od razu przemyć nim twarz i jeszcze długo mogłabym wymieniać, dlaczego tak dużo go zużywam :-))

Włosy


Batiste suchy szampon coconut&exotic. Kiedyś używałam suchych szamponów bardzo często, w każdym miesiącu miałam przynajmniej jedno zużycie. Teraz używam ich już tylko sporadycznie a tę butelkę miałam kilka miesięcy. Zostawia biały pył, który można usunąć suszarką, ale włosy i tak pozostaną matowe. Używam tylko w sytuacjach
awaryjnych :)

Isana efektiv-kur oil care. Jakiś czas temu ta maska była bardzo popularna na blogach, więc ja też uległam i ją kupiłam, szczególnie, że koszotwała niecałe 5 zł. Polskie tłumaczenie mówi, że mamy ją zostawić na włosach bez spłukiwania, w niemieckiej wersji nakazują nam ją zmywać, co też robiłam ;) Szczerze mówiąc trochę się nią zawiodłam. Działa ok jak na 5 zł, ale po tych wszystkich zachwytach spodziewałam się czegoś więcej.. Nie wrócę do niej.

Macadamia Natural Oil regenerująca maseczka do włosów. Nie płaczę nad kosmetykami, ale gdyby to leżało w mojej naturze, rzewnie bym zapłakała nad tą maską. A w zasadzie jej zużyciem. Kocham jej całym sercem. I włosami. Wszystkim. Zapach piękny. Działanie jeszcze lepsze. Na targach kupiłam sobie jej trzecie opakowanie, więc nie będę płakać :-) Baaardzo wydajna. Używałam jej raz w tygodni przez prawie rok.

John Frieda full repair olejek do włosów. Bardzo wydajny, używałam go codziennie od września. Nie obciąża włosów, nie lepi się i pomaga w ujarzmianiu puszących się kosmyków. Raczej do niego nie wrócę, bo lubię testować nowe olejki.

Bumble&Bumble thickening szampon i odżywka. Bardzo lubię spray do włosów z tej serii, więc myślałam, że szampon i odżywka również się u mnie sprawdzą. Okazało się, że ten duet był bardzo przeciętny i na pewno nie był wart swojej ceny. Cieszę się, że miałam okazję go przetestować i nie wyrzuciłam pieniędzy w błoto :)

Dove oxygen moisture szampon i odżywka. Lubię szampony Dove, ale nie lubię ich odżywek i masek. Ten komplet mi podpasował i gdy tylko skończę swoje zapasy szamponowe, pewnie po niego sięgnę, bo często widuję zarówno szampon, jak i odżywkę na promocji w Rossmannie.

Makijaż



Estee Lauder Double Wear korektor w kolorze Light (recenzja). Nareszcie się skończył:) Korektor sam w sobie nie był taki zły, ale po prostu był za ciemny i musiałam go rozjaśniać tym oto białym podkładem. Na skórze zachowywał się tak jak każdy mocno kryjący korektor - gdy nałożyłam go zbyt dużo, by całkowicie zakrył moje cienie, wchodził w załamania, podsuszał skórę i się kruszył. Nie wrócę do niego ponownie, ale cieszę się, że go przetestowałam, bo mnie bardzo kusił.

Dłonie i paznokcie


Bath&Body Works piankowe mydło do rąk love peach&joy. Uwielbiam wszystko brzoskiniowe, więc skusiłam się na to mydło w promocyjnej cenie. Koszmarnie niewydajne (mydło za 29 zł starcza na 2 tygodnie?). Wcześniej miałam mandarynkowe, tamto bardziej wysuszało dłonie. Mam jeszcze jedno w zapasie o innym zapachu. Pewnie będę do nich wracać, ale nigdy w normalnej cenie.

Sally Hansen zmywacz do paznokci do wrażliwych paznokci. Kupiłam go w zeszłym roku na promocji -49% w Rossmannie. To był mój pierwszy drogi zmywacz i faktycznie widziałam różnicę w skórkach. Prawie w ogóle ich nie przesuszał a ze zmywaniem lakieru radził sobie bardzo dobrze:) Bardzo wydajny. Skończył mi się kilka tygodni temu a ja lakier zmywam przynajmniej raz w tygodniu.

OPI Avojuice sweet tea krem do rąk i ciała:) Kolejny torebkowy krem. Tak samo jak ten z Misshy, bardzo szybko się wchłania, ale nie poradzi sobie z suchą skórą. Pięknie pachnie, ale na samym końcu trochę trudniej go się wydobywa, niż zwykłe kremy w tubce. Kosztował około 14 zł. Na Allegro można go dostać za 10 zł, ale trzeba doliczyć przesyłkę. Cena nie jest niska zważywszy na pojemność 30ml, ale ja właśnie tylko takie malutkie kremy ze sobą noszę:)

The Body Shop wild argan oil. Stały olejek o którym pisałam

May 1, 2015

Burberry Nail Polish in Pink Azalea 223

Witajcie w maju! :-) Maj to szczególny miesiąc dla tego bloga o czym dowiecie się już wkrótce :-) Dzisiaj zapraszam Was na krótką recenzję pięknego lakieru :-)




Jakiś czasu kupiłam lakier do paznokci Burberry, który był częścią letniej kolekcji 2014 i ponownie pojawił się w kolekcji wiosenno-letniej 2015. Bardzo spodobała mi się ta fuksja, a ponadto nigdy nie miałam jeszcze lakierów Burberry, więc postanowiłam go wypróbować. Pink Azalea to ciemny malinowy kolor. Na początku nie byłam zachwycona formułą tego lakieru - bardzo trudno go się nakładało. Jakiś czas temu postanowiłam do niego wrócić i okazało się, że wcześniej nakładałam za dużo lakieru na jego szeroki pędzelek. Teraz aplikuję lakier dwoma cienkimi warstwami, które się nie smużą i bardzo szybko wysychają. Na koniec całość utrwalam top coatem Sally Hansen Mega Shine. Całość wytrzymuje około pięć dni.

na zdjęciach wygląda różnie w zależności od słońca i ustawień monitora:) w pełnym słońcu wygląda cieplej niż w rzeczywistości




a tutaj możecie zobaczyć jeden z moich ulubionych produktów do policzków - róż Burberry o tej samej nazwie Pink Azalea :-)

April 28, 2015

Róż Max Factor w kolorze 05 Lovely Pink

Hitem tegorocznej akcji -49% w Rossmannie był bez wątpienia róż Max Factor. Patrząc na instagramowe haule mam wrażenie, że prawie każdy, kto poszedł do Rossmanna w czasie trwania promocji, wyszedł z niego z tym oto różem.


Całkiem niedawno kolekcję kosmetyków Max Factor zasiliły nowe wypiekane róże - jest ich sześć, każdy w innym kolorze. Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że chwilowo nie będę sobie kupowała nowego różu, bo swoich mam sporo i muszę je trochę poużywać, ale miesiąc temu moja mama stwierdziła, że przydałby się jej nowy róż, więc postanowiłam kupić jej właśnie nowy produkt z Rossmanna, żeby mama była zadowolona i żebym ja mogła się nim trochę pobawić ;-)

w cieniu i słońcu ;-)





Znając upodobania mojej mamy wybrałam kolor Lovely Pink, który jest ciepłym różem ze złotym połyskiem. Myślę, że przy produkcji Max Factor inspirował się słynnymi różami Hourglass :-) (Ethereal Glow i paleta róży:)). Ma bardzo dobrą pigmentację, można stopniować jego intensywność. Minus? Trochę się pyli przy aplikacji, co jest normalne przy produktach wypalanych. Złoty połysk jest widoczny na policzkach, jednak nie jest on bardzo intensywny. Brak efektu kuli dyskotekowej :-) Za to nie musimy już nakładać dodatkowo rozświetlacza. Na mojej tłustej skórze utrzymuje się około 8 godzin. Po tym czasie stopniowo znika, ale robi to bardzo równomiernie, bez pozostawiania plam. Na normalnej skórze mojej mamy utrzymuje się kilkanaście godzin. W opakowaniu mamy 1,5 g produktu w cenie 49,90. W rossmannowskiej promocji (do środy!) możemy go kupić w cenie 25,40, za tyle go właśnie upolowałam :-) Jeżeli również macie na niego ochotę, radzę się spieszyć, bo zarówno on, jak i jego koledzy z kolekcji;) jest baaardzo rozchwytywany :-))


April 25, 2015

Dior Rouge Brillant in 359 Miss

Hej :-)


W dzisiejszym poście chciałabym pokazać Wam mój najnowszy produkt do ust :-) Jest nim błyszczyk Dior Rouge Brillant w kolorze 359 Miss.




359 Miss to cukierkowy ciepły róż. Ma w sobie delikatnie drobinki, które nie są widoczne na ustach. Aplikuje go się bardzo łatwo. Do pełnego krycia potrzebujemy trzech warstw, ja natomiast preferuję bardziej transparentny efekt, więc nakładam dwie cieniutkie warstwy. Błyszczyk się nie klei! Pachnie landrynkowo :-) Produkt zawiera w sobie olejki, które mają za zadanie odżywiać nasze usta i witaminę E, która wspomaga produkcję kolagenu. Nie wypływa z konturu ust. Wspominałam już, że się nie klei? ;-) Większość błyszczyków chociaż minimalnie się lepi a Rouge Brillant w ogóle. Delikatnie wyczuwalny na ustach. Bardzo dobrze odżywia i nawilża usta. Nie wchodzi w załamania. Nie ma chemicznego smaku :-) Na ustach trzyma się przyzwoite 3 godziny.




Jedyny minus? Chyba jeszcze nie są dostępne w Polsce, a szkoda, bo mam ochotę na więcej kolorów, ale chciałabym najpierw przetestować je na żywo :-( ('próbniki' kolorów w Internecie są trochę przekłamane. Po otrzymaniu przesyłki bardzo się zdziwiłam, że Miss 359 jest taki żywy, ale na szczęście na ustach już tak bardzo nie razi :-)