May 23, 2015

Nails Inc Victoria Beckham Bamboo White


Pierwszym zakupem z mojej chciejlisty, którą zamieściłam na blogu dwa posty temu :-) (klik) jest lakier Nails Inc Victoria Beckham w kolorze Bamboo White.


Nie jestem ani szczególną fanką Victorii Beckham, ani lakierów Nails Inc (kilka lat temu testowałam jeden, w dodatku nowe kwadratowe opakowania są według mnie tandetne), ale bardzo spodobał mi się ten kolor. Od kilku miesięcy bardzo intensywnie się nad nim zastanawiałam, miałam go już kilka razy w koszyku a i tak zawsze stwierdziłam, że nie wiem przecież jak wygląda na żywo, czy jest wart swojej ceny i jeszcze dodatkowo miał sporo negatywnych opinii :)


Jakiś czas temu do Sephory zawitały dwa lakiery Nails Inc z limitowanej edycji Victoria Beckham a wśród nich oczywiście był Bamboo White. Gdy się o tym dowiedziałam, od razu zadzwoniłam do najbliższej Sephory a 10 minut później byłam w samochodzie ;)

Nie umiem opisywać kolorów. Bamboo White to dla mnie po prostu kość słoniowa ;) Piękny, naturalny kolor. Lakier ma dosyć szeroki pędzelek, mi odpowiada. Nie smuży się przy nakładaniu a tego się najbardziej bałam :) Nawet takie beztalencie jak ja nie miało problemu z pomalowaniem paznokci :) Na zdjęciach mam dwie warstwy Bamboo White. Jak widać, nie dają one 100% krycia, jednak mi taki efekt bardzo odpowiada. Wspominałam już, że ten kolor wygląda bardzo naturalnie? :-) Nie ma mowy o efekcie korektora na paznokciach :) Utrzymuje się pięć dni z top coatem Sally Hansen Mega Shine , potem zaczynają się ścierać końcówki.


Jestem bardzo bardzo bardzo zadowolona z zakupu :-) W dodatku udało mi się go upolować taniej niż w Stanach, bo za 59 zł. Cena nie jest niska, ale według mnie warto :-) Oczywiście to nie jest jakiś niepowtarzalny kolor, ale mi się nie udało nigdzie indziej znaleźć tańszego/lepszego odpowiednika.

May 17, 2015

Urban Decay Naked Skin Foundation in 1.0

Nie lubię pisać o podkładach. Nie wiem skąd mi się to bierze, ale tego bardzo nie lubię. Mogę pisać o wszystkim a podkłady celowo pomijam :-) Może dlatego mam w szafce trzy zaległe do zrecenzowania a właściwie cztery, ale mam nadzieję, że po dzisiejszym poście zostaną tylko trzy :-)

Po namyśle chyba wiem skąd mi się to bierze. Podkłady są rzeczą bardzo indywidualną. Dla mnie bardzo ważną. Najważniejszą, wszak mój pierwszy produkt z wysokiej półki był właśnie podkładem :-)


Kocham podkłady, ale one mnie chyba nie za bardzo;) Moja cera na pierwszy rzut oka wygląda w miarę normalnie. Ok, mam rozszerzone pory, blizny i naczynka, czasami mi coś wyskoczy na brodzie albo policzku, ale największym problemem jest jest odczyn (?)*, bo 99% podkładów na mnie ciemnieje. I to nie tylko na twarzy. Nawet na swatchu na ręce, więc coś z tą moją skórą musi być ;) Do tego, jak już wspominałam w poście pielęgnacyjnym, moja skóra jest bardzo bardzo bardzo tłusta i po prostu podkłady z niej lubią spływać. Albo się ścierać. Albo po prostu znikać :-) Oczywiście nie wspomniałam jeszcze o tym, że moja skóra jest bardzo płytko unaczyniona i lubi reagować na temperaturę. I emocje. A na koniec jeszcze nadmienię, że jestem alergikiem i właśnie na twarzy mam miejsca, w którym m.in. ukazują się moje plamy AZS. Ach, prawie bym zapomniała! Moja skóra jest jeszcze bardzo leniwa, więc mimo regularnych peelingów, gdzieniegdzie można znaleźć suche skórki.

Mimo tego wszystkiego, bardzo tę moją skórę lubię. I staram się traktować ją z szacunkiem, za to ona mi się czasami odwdzięcza blaskiem :-)

Jeszcze kilka lat temu miałam nadzieję, że kiedyś znajdę podkład, który matowałby moją skórę przez cały dzień, jednak moje nadzieje szybko zostały rozwiane. Teraz po prostu marzy mi się podkład, który by na mnie zbytnio nie ciemniał, trzymał się cały dzień na twarzy i nie ścierał się przy ponownym matowaniu (bibułkami lub pudrem) w ciągu dnia.

Giorgio Armani Maestro
był bliski ideału, jednak czasami za bardzo podkreślał moje plamy AZS, co mnie trochę denerwowało w podkładzie za 299 zł. Jego niewątpliwym plusem było to, że tylko odrobinę ciemniał i ładnie utrzymywał mat. Po skończeniu buteleczki stwierdziłam, że pewnie i tak do niego kiedyś wrócę, ale najpierw potestuję sobie nowości.

Nowości testowałam bardzo długo, aż w końcu w ręce wpadła mi próbka podkładu Urban Decay Naked Skin w kolorze 2.0. Była dla mnie za ciemna, jednak mimo tego, postanowiłam ją nałożyć na twarz i od razu wiedziałam, że może od razu nie będzie z tego miłość, ale przyjaźń na pewno. Kilka dni później poszłam do Sephory po jaśniejszy kolor a dnia następnego wróciłam do domu z całym opakowaniem 1.0, który jest dla mnie delikatnie za ciemny. Dlaczego wzięłam za ciemny kolor? O tym będzie za chwilę ;)


z lewej 1.0 a z prawej 2.0, który wygląda bardzo sucho, bo zostawiłam sobie próbkę, którą dostałam jakieś 7 tygodni temu;)

Urban Decay Naked Skin ma satynowe krycie. Według producenta jest ono półmatowe, jednak ja bym się z tym nie zgodziła. Mat kojarzy nam się raczej z czymś tępym a satyna ma delikatny połysk. Podkład nie ma połysku, ale pozostawia delikatne rozświetlenie. Ja mam rozszerzone pory i w nie nie wchodzi, ale czytałam, że może. Czyżbym była szczęściarą? ;) (nie lubię tego słowa. kiedyś na moim byłym osiedlu był pies o imieniu Szczęściara, którego przezywano Śmieciarą..). Konsystencja jest dosyć lejąca. Ja lubię go nakładać palcami, ale z beauty blenderem wygląda równie ładnie. I palce pozostają czyste;) Wydobycie produktu ułatwia pompka (uwielbiam produkty z pompkami!), która jest świetna, bo można wydusić (powinnam napisać moje ulubione poznańskie nadusić :)))) pół pompki, albo jedną trzecią ;) (jeżeli wiecie o co mi chodzi;) gdy zabraknie Wam np kropli podkładu, niektóre pompki nie dają się nacisnąć do połowy i produkt się marnuje. Tutaj tego nie ma:) można wyduszać (naduszać <3 połówki i ćwiartki do woli ;)) Do pokrycia całej twarzy używam jednej pompki. Krycie? Jedna pompka na całą twarz (mam bardzo dużą głowę, więc mam sporo skóry do pokrycia;)) daje bardzo delikatne krycie, które można stopniować. Nie przykrywa w 100% przebarwień i zaczerwienienia, czyli to co lubię najbardziej. Często słyszę pytania dlaczego nie nakładam więcej podkładu albo chociaż korektora, żeby przykryć moje niedoskonałości. Dlatego, że lubię naturalny wygląd. Wiem wiem, to po co w takim razie nakładam podkład. Po prostu lubię wyrównany koloryt i delikatne przykrycie mankamentów mojej skóry bez efektu maski, co zapewnia mi właśnie podkład Naked Skin. Jest on bardzo lekki, niewyczuwalny na twarzy. Nie wiem natomiast, czy to dlatego, że tak mało go na nią nakładam, nie wiem jak się sprawdzi i czy będzie odczuwalny, gdy nałożymy go więcej.


Podkład ten minimalnie na mnie ciemnieje, ale jak pisałam wcześniej, jest to u mnie normalnie. Wybrałam kolor 1.0 z myślą o lecie. Już teraz widzę zarys opalenizny na moich dłoniach. Wiem, że jeszcze troszeczkę się opalę, więc wolę teraz dodawać kroplę białego podkładu do 1.0, niż potem jakoś przyciemniać 0.5 (który jest dla mnie idealny), albo kupować dwa podkłady. Tzn drugi kupię zimą, tym razem 0.5, ale podejrzewam, że 0.5 musiałabym latem mieszać z 2.0, żeby uzyskać 1.0;) trochę to wszystko skomplikowałam, ale podsumowując - 1.0 z kroplą białego podkładu na wiosnę, 1.0 na lato i wczesną jesień a zimą kupię 0.5 :-)


Nie marzyłam oo totalnym macie i takowego nie ma. Na podkład nakładam puder Charlotte Tilbury a na to jeszcze moje meteoryty Guerlain i podkład trzyma się idealnie przez jakąś godzinę. Po dwóch godzinach zaczynam się delikatnie świecić i podkład minimalnie ciemnieje, ale przez kroplę białego podkładu nie odcina się od szyi.

Jest on trochę żółtawy. Trochę się go bałam, bo 2.0 mnie wystraszyła, ale po roztarciu stapia się z moją skórą, która jest chyba neutralna (wydaje mi się, że mam mieszankę zimnych i ciepłych podtonów).


Raczej nie podkreśla suchych skórek, ale myślę, że nie będzie odpowiedni dla osób z suchą skórą, bo może trochę ściągać. Poleciłabym go dla osób ze skórą normalną, mieszaną i tłustą. Jeżeli osoby z suchą skórą mają na niego ochotę, radziłabym pod niego nałożyć jakiś bardzo mocno nawilżający krem, ale po co się w to bawić? Podkłady dostępne na rynku w 90% skierowane są dla osoby z suchą skórą, więc Wy, posiadaczki takowej skóry, na pewno coś dla siebie lepszego znajdziecie.

Ja jestem bardzo zadowolona a dodatkowo cieszy mnie jeszcze fakt, że jest o połowę tańszy od GA Maestro (GA Maestro 299 a UD Naked Skin 155 a ze zniżką 20% w Sephorze 124 zł :-)

Z serii Naked mam jeszcze korektor, który również przypadł mi do gustu :-)












* powiedzmy, że to odczyn ;) niech ktoś mądrzejszy się wypowie:)

May 13, 2015

Letnia chciejlista - nudziakowe lakiery

Jak już kiedyś wspominałam, jeszcze jakiś kilka miesięcy temu nie lubiłam nudziakowych lakierów. Wydawało mi się, że trzeba mieć do nich idealne paznokcie, a moja płytka była dla nich za krótka. Jakiś czas temu mi się odmieniło :-) Nadal chętnie maluję swoje paznokcie na różne kolory, ale coraz częściej zdarza mi się tęsknym wzrokiem zerkać w stronę nudziaków, dlatego też postanowiłam stworzyć sobie taką małą chciejlistę. Może kogoś nią zainspiruję? :-) Od razu zaznaczam, że lista ta nie jest do końca aktualna. Stworzyłam ją tydzień temu a w międzyczasie zakupiłam jeden chciany przeze mnie lakier! Muszę przyznać, że marzyłam o nim od dawna :)) Szczegóły na Instagramie :))



1. Burberry Ash Rose. Piękny nudziak z delikatną domieszką różu :-)

2. Opi Don't Bossa Nova Me Around. Też lakier możecie często zobaczyć na moich paznokciach. Nie mam go, bo nie przepadam za lakierami tej firmy, ale za każdym razem, gdy idę na manicure, zawsze proszę o malowanie mich paznokci właśnie tym kolorem.

3. A na paznokciach na palcach serdecznych zawsze ląduję Opi Taupe-less beach.

4. Essie Ballet Slippers. Mocno kryjący białawy nudziak.

5. Mam chyba 30 lakierów Zoya na swojej chciejliście a Bela jest jednym z nich. Delikatny cukierkowy róż.

6. Nails Inc Bamboo White. Ten lakier podchodzi już pod biały, ale na paznokcie wygląda bardzo naturalnie bez efektu pociągnięcia paznokci korektorem ;) Właśnie ten lakier już kupiłam i się nadal nim zachwycam.

May 9, 2015

Moje zakupy z Rossmanna

W tym roku kupiłam wszystko, co planowałam :-)


W czasie pierwszego tygodnia promocji udało mi się upolować dwa produkty:


Bourjois CC cream w kolorze 31 Ivory. Niestety okazał się dla mnie za ciemny, więc testowanie muszę zostawić na lato. Zbiera bardzo różne opinie, więc postanowiłam, że najlepiej będzie, gdy sama dam mu szansę :-)

Bourjois Silk Edition puder w kolorze 52 Vanille. Ten puder też jest za ciemny, więc również musi poczekać na lato. Podoba mi się jego opakowanie. Jest bardzo lekki a w środku znajdziemy duże lustro.

Najbardziej czekałam na drugi tydzień promocji ;)


Tym razem skusiłam się na tusze do rzęs, jedną kredkę do oczu i jeden cień do powiek.

Maybelline Lash Sensational. Używam aktualnie i bardzo go lubię. Dodatkowo wzięłam jeszcze także nową wersję lubianego przeze mnie tuszu The Colossal Go Extreme! Pamiętam, że kilka miesięcy temu byłam nim zachwycona, a ta wersja jest po prostu bardziej czarna;) Zrobić porównanie tych Lash Sensational i The Colossal Go Extreme!?
Następnie wzięłam tusz, który jest bardzo słynny w blogosferze, L'Oreal Volume Million Lashes. Mam tak, że albo kupuję bardzo drogie tusze Chanel, albo bardzo tanie, tak do 30 zł ;-), więc jakoś nigdy nie miałam okazji przetestować tego L'Oreal. Jestem bardzo ciekawa jak się sprawdzi na moich marnych rzęsach.
Jakiś czas temu skończyła mi się nude kredka z Nars. Była jednak dla mnie trochę za żółta, więc ponownie jej nie kupiłam. Tym razem wzięłam słynną kredkę z Max Factor w kolorze 090 Natural Glaze. Niestety bardzo szybko znika z mojej linii wodnej. Po godzinie nie ma już po niej śladu :-( Moim ostatnim zakupem z tego tygodnia był cień do powiek Astor w kolorze 830 Warm Taupe. Bardzo słabo napigmentowany, ale na powiece wygląda bardzo ładnie:) Wg mnie nie nadaje się dla osób z cieplejszym odcieniem skóry, bo będzie wyglądał jak brud.


Trzeci tydzień. Planowałam kupić jeden lakier i 3 top coaty. Poszłam na otwarcie do Rossmana, który był najbliżej mojej pracy. Niestety okazało się, że szafka Sally Hansen była prawie pusta:( Top coatów nie było żadnych, więc wzięłam tylko lakier Maybelline Super Stay 7 Days 130 Rose Poudre. Tego dnia byłam cały dzień w pracy, więc bałam się, że zanim dotrę do kolejnego Rossmanna, wszystkie pożądane przeze mnie produkty zostaną wykupione, więc poprosiłam kogoś innego o drobny zakup, który nie okazał się takim drobnym ;) Uwielbiam top coat Mega Shine, jego mam aż 3 sztuki. Dawno temu miałam Insta Dri, ale już nie pamiętam jak działa. Dodatkowo skusiłam się na No Chip:)

Pochwalcie się swoimi zakupami z Rossmanna :-) Ja sporo zaoszczędziłam, ale cieszę się, że ta promocja już się skończyła :-)

May 5, 2015

Zużycia #4 kwiecień 2015


Czas na co miesięczny post ze zużyciami :-) Tym razem skończyłam tylko jeden produkt do makijażu i kilkanaście do pielęgnacji :-) Zapraszam do lektury :)

Ciało




Ziaja mleczko do ciała z olejkiem arganowym do skóry bardzo suchej, podrażnionej
. Koszmarnie się rozsmarowywał, przez co był niewydajny. Średnio sobie radził z przesuszoną skórą, więc do niego nie wrócę.

Dove pistacjowy żel pod prysznic. Już w poprzednim poście ze zużyciami pisałam, że kiedyś bardzo podobał mi się ten zapach. Nadal chętnie do niego wracam, ale to już nie to... :-)

Perfecta wygładzający cukrowy peeling do ciała lody melba. Ostatnio sięgam tylko po peelingi Perfecty, bo są w miarę wydajne (około 5 tygodni za 12,99 zł) i bardzo dobrze radzą sobie z moją skórą.

Perfecta mus do ciała wyciąg z grapefruita. Bardzo lubię masła do ciała Perfecty, ale ten zapach mi wyjątkowo nie podochodzi. Mam jeszcze jeden i będę musiała go zużyć, ale raczej nowych nie kupię.

Pat&Rub drenujący olej. Nie przepadam za tą firmą, ale kilka produktów jest naprawdę wartych uwagi, a ten olejek jest jednym z nim. Pełna recenzja tutaj.

Palmer's krem na rozstępy. Lubię kremy na rozstępy, bo bardzo dobrze nawilżają i uelastyczniają skórę :) Ten zużyłam z trudem, bo bardzo dziwnie pachniał. Miałam już różne produkty Palmer's i tylko ten krem miał taki dziwny zapach....

Luksja żel pod prysznic ze składnikami balsamu do ciała olej z pestek dyni. Dla mnie żel pod prysznic ma po prostu myć. Nie oczekuję nawilżenia, po to po kąpieli nakładam balsam. Ten mi nie podpasował, bo pachnie jak zwykłe mydło ;)

The Body Shop wild argan oil. Stały olejek o którym pisałam tutaj. Bardzo się z nim polubiłam. Już od kilku tygodniu posiadam nowe opakowanie. Piękne pachnie i idealnie koi podrażnioną skórę.

Twarz



Uriage woda termalna. Słynna woda termalna, którą ja się nigdy nie zachwycałam. Dodatkowo ostatnio odkryłam, że to ona odpowiedzialna jest za podrażnienie moich policzków! Woda idzie do kosza, już nigdy do niej nie wrócę.

Vichy Capital Soleil spf 50 skóra tłusta i mieszana. Ulubieniec. To ostatnie opakowanie z moich zapasów z zeszłego roku. Już kilka tygodni temu wyposażyłam się w ten krem w nowej odsłonie (zmieniona nazwa na Ideal Soleil). Nie wyobrażam sobie wyjść bez niego z domu.

Bioderma płyn micelarny. Kocham od 10 lat ;) Tym razem skusiłam się na czerwoną wersję, bo za litr zapłaciłam 64 zł w Ziko. Wiem, że dla większości osób to bardzo drogi płyn do demakijażu, ale dla mojej skóry, która nienawidzi wody, to ukojenie. Myję nim twarz dwa razy dziennie, gdy np przy myciu włosów woda dotknie mojego czoła, muszę od razu przemyć nim twarz i jeszcze długo mogłabym wymieniać, dlaczego tak dużo go zużywam :-))

Włosy


Batiste suchy szampon coconut&exotic. Kiedyś używałam suchych szamponów bardzo często, w każdym miesiącu miałam przynajmniej jedno zużycie. Teraz używam ich już tylko sporadycznie a tę butelkę miałam kilka miesięcy. Zostawia biały pył, który można usunąć suszarką, ale włosy i tak pozostaną matowe. Używam tylko w sytuacjach
awaryjnych :)

Isana efektiv-kur oil care. Jakiś czas temu ta maska była bardzo popularna na blogach, więc ja też uległam i ją kupiłam, szczególnie, że koszotwała niecałe 5 zł. Polskie tłumaczenie mówi, że mamy ją zostawić na włosach bez spłukiwania, w niemieckiej wersji nakazują nam ją zmywać, co też robiłam ;) Szczerze mówiąc trochę się nią zawiodłam. Działa ok jak na 5 zł, ale po tych wszystkich zachwytach spodziewałam się czegoś więcej.. Nie wrócę do niej.

Macadamia Natural Oil regenerująca maseczka do włosów. Nie płaczę nad kosmetykami, ale gdyby to leżało w mojej naturze, rzewnie bym zapłakała nad tą maską. A w zasadzie jej zużyciem. Kocham jej całym sercem. I włosami. Wszystkim. Zapach piękny. Działanie jeszcze lepsze. Na targach kupiłam sobie jej trzecie opakowanie, więc nie będę płakać :-) Baaardzo wydajna. Używałam jej raz w tygodni przez prawie rok.

John Frieda full repair olejek do włosów. Bardzo wydajny, używałam go codziennie od września. Nie obciąża włosów, nie lepi się i pomaga w ujarzmianiu puszących się kosmyków. Raczej do niego nie wrócę, bo lubię testować nowe olejki.

Bumble&Bumble thickening szampon i odżywka. Bardzo lubię spray do włosów z tej serii, więc myślałam, że szampon i odżywka również się u mnie sprawdzą. Okazało się, że ten duet był bardzo przeciętny i na pewno nie był wart swojej ceny. Cieszę się, że miałam okazję go przetestować i nie wyrzuciłam pieniędzy w błoto :)

Dove oxygen moisture szampon i odżywka. Lubię szampony Dove, ale nie lubię ich odżywek i masek. Ten komplet mi podpasował i gdy tylko skończę swoje zapasy szamponowe, pewnie po niego sięgnę, bo często widuję zarówno szampon, jak i odżywkę na promocji w Rossmannie.

Makijaż



Estee Lauder Double Wear korektor w kolorze Light (recenzja). Nareszcie się skończył:) Korektor sam w sobie nie był taki zły, ale po prostu był za ciemny i musiałam go rozjaśniać tym oto białym podkładem. Na skórze zachowywał się tak jak każdy mocno kryjący korektor - gdy nałożyłam go zbyt dużo, by całkowicie zakrył moje cienie, wchodził w załamania, podsuszał skórę i się kruszył. Nie wrócę do niego ponownie, ale cieszę się, że go przetestowałam, bo mnie bardzo kusił.

Dłonie i paznokcie


Bath&Body Works piankowe mydło do rąk love peach&joy. Uwielbiam wszystko brzoskiniowe, więc skusiłam się na to mydło w promocyjnej cenie. Koszmarnie niewydajne (mydło za 29 zł starcza na 2 tygodnie?). Wcześniej miałam mandarynkowe, tamto bardziej wysuszało dłonie. Mam jeszcze jedno w zapasie o innym zapachu. Pewnie będę do nich wracać, ale nigdy w normalnej cenie.

Sally Hansen zmywacz do paznokci do wrażliwych paznokci. Kupiłam go w zeszłym roku na promocji -49% w Rossmannie. To był mój pierwszy drogi zmywacz i faktycznie widziałam różnicę w skórkach. Prawie w ogóle ich nie przesuszał a ze zmywaniem lakieru radził sobie bardzo dobrze:) Bardzo wydajny. Skończył mi się kilka tygodni temu a ja lakier zmywam przynajmniej raz w tygodniu.

OPI Avojuice sweet tea krem do rąk i ciała:) Kolejny torebkowy krem. Tak samo jak ten z Misshy, bardzo szybko się wchłania, ale nie poradzi sobie z suchą skórą. Pięknie pachnie, ale na samym końcu trochę trudniej go się wydobywa, niż zwykłe kremy w tubce. Kosztował około 14 zł. Na Allegro można go dostać za 10 zł, ale trzeba doliczyć przesyłkę. Cena nie jest niska zważywszy na pojemność 30ml, ale ja właśnie tylko takie malutkie kremy ze sobą noszę:)

The Body Shop wild argan oil. Stały olejek o którym pisałam

May 1, 2015

Burberry Nail Polish in Pink Azalea 223

Witajcie w maju! :-) Maj to szczególny miesiąc dla tego bloga o czym dowiecie się już wkrótce :-) Dzisiaj zapraszam Was na krótką recenzję pięknego lakieru :-)




Jakiś czasu kupiłam lakier do paznokci Burberry, który był częścią letniej kolekcji 2014 i ponownie pojawił się w kolekcji wiosenno-letniej 2015. Bardzo spodobała mi się ta fuksja, a ponadto nigdy nie miałam jeszcze lakierów Burberry, więc postanowiłam go wypróbować. Pink Azalea to ciemny malinowy kolor. Na początku nie byłam zachwycona formułą tego lakieru - bardzo trudno go się nakładało. Jakiś czas temu postanowiłam do niego wrócić i okazało się, że wcześniej nakładałam za dużo lakieru na jego szeroki pędzelek. Teraz aplikuję lakier dwoma cienkimi warstwami, które się nie smużą i bardzo szybko wysychają. Na koniec całość utrwalam top coatem Sally Hansen Mega Shine. Całość wytrzymuje około pięć dni.

na zdjęciach wygląda różnie w zależności od słońca i ustawień monitora:) w pełnym słońcu wygląda cieplej niż w rzeczywistości




a tutaj możecie zobaczyć jeden z moich ulubionych produktów do policzków - róż Burberry o tej samej nazwie Pink Azalea :-)

April 28, 2015

Róż Max Factor w kolorze 05 Lovely Pink

Hitem tegorocznej akcji -49% w Rossmannie był bez wątpienia róż Max Factor. Patrząc na instagramowe haule mam wrażenie, że prawie każdy, kto poszedł do Rossmanna w czasie trwania promocji, wyszedł z niego z tym oto różem.


Całkiem niedawno kolekcję kosmetyków Max Factor zasiliły nowe wypiekane róże - jest ich sześć, każdy w innym kolorze. Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że chwilowo nie będę sobie kupowała nowego różu, bo swoich mam sporo i muszę je trochę poużywać, ale miesiąc temu moja mama stwierdziła, że przydałby się jej nowy róż, więc postanowiłam kupić jej właśnie nowy produkt z Rossmanna, żeby mama była zadowolona i żebym ja mogła się nim trochę pobawić ;-)

w cieniu i słońcu ;-)





Znając upodobania mojej mamy wybrałam kolor Lovely Pink, który jest ciepłym różem ze złotym połyskiem. Myślę, że przy produkcji Max Factor inspirował się słynnymi różami Hourglass :-) (Ethereal Glow i paleta róży:)). Ma bardzo dobrą pigmentację, można stopniować jego intensywność. Minus? Trochę się pyli przy aplikacji, co jest normalne przy produktach wypalanych. Złoty połysk jest widoczny na policzkach, jednak nie jest on bardzo intensywny. Brak efektu kuli dyskotekowej :-) Za to nie musimy już nakładać dodatkowo rozświetlacza. Na mojej tłustej skórze utrzymuje się około 8 godzin. Po tym czasie stopniowo znika, ale robi to bardzo równomiernie, bez pozostawiania plam. Na normalnej skórze mojej mamy utrzymuje się kilkanaście godzin. W opakowaniu mamy 1,5 g produktu w cenie 49,90. W rossmannowskiej promocji (do środy!) możemy go kupić w cenie 25,40, za tyle go właśnie upolowałam :-) Jeżeli również macie na niego ochotę, radzę się spieszyć, bo zarówno on, jak i jego koledzy z kolekcji;) jest baaardzo rozchwytywany :-))


April 25, 2015

Dior Rouge Brillant in 359 Miss

Hej :-)


W dzisiejszym poście chciałabym pokazać Wam mój najnowszy produkt do ust :-) Jest nim błyszczyk Dior Rouge Brillant w kolorze 359 Miss.




359 Miss to cukierkowy ciepły róż. Ma w sobie delikatnie drobinki, które nie są widoczne na ustach. Aplikuje go się bardzo łatwo. Do pełnego krycia potrzebujemy trzech warstw, ja natomiast preferuję bardziej transparentny efekt, więc nakładam dwie cieniutkie warstwy. Błyszczyk się nie klei! Pachnie landrynkowo :-) Produkt zawiera w sobie olejki, które mają za zadanie odżywiać nasze usta i witaminę E, która wspomaga produkcję kolagenu. Nie wypływa z konturu ust. Wspominałam już, że się nie klei? ;-) Większość błyszczyków chociaż minimalnie się lepi a Rouge Brillant w ogóle. Delikatnie wyczuwalny na ustach. Bardzo dobrze odżywia i nawilża usta. Nie wchodzi w załamania. Nie ma chemicznego smaku :-) Na ustach trzyma się przyzwoite 3 godziny.




Jedyny minus? Chyba jeszcze nie są dostępne w Polsce, a szkoda, bo mam ochotę na więcej kolorów, ale chciałabym najpierw przetestować je na żywo :-( ('próbniki' kolorów w Internecie są trochę przekłamane. Po otrzymaniu przesyłki bardzo się zdziwiłam, że Miss 359 jest taki żywy, ale na szczęście na ustach już tak bardzo nie razi :-)


April 19, 2015

Targi Beauty Vision 2015 w Poznaniu

Na początku nie planowałam pisania tutaj relacji z targów, ale z racji tego, że dostaję sporo pytań na temat moich zakupów, postanowiłam jednak takowy post stworzyć :-)


Wczoraj po raz drugi wybrałam się na targi Beauty Vision w Poznaniu. W zeszłym roku uczestniczyłam w nich jako blogerka, w tym roku poszłam prywatnie, bo nie lubię, gdy ktoś mi narzuca ile mam napisać postów na temat jakiegoś wydarzenia;) Pierwsze zaskoczenie? Cena. 39 zł to dosyć sporo jak na takie targi. W październiku byłam na wystawie psów rasowych i płaciłam niecałe 10. No cóż, branża kosmetyczna i fryzjerska się ceni :-) Gdy przełknęłam tę cenę, miałam chociaż nadzieję, że to mi się szybko zwróci na zaoszczędzonych kosmetykach ;-)

Pierwsze kroki skierowałam do stoiska Bielendy Professional. Dziękuję Leśnemu Runowi, Weronice, Dominice, Niezniszczalnej i wszystkim, których tutaj nie wymieniłam, za pomoc :-) W końcu zdecydowałam się na 4 produkty:


Satynowa woda różana

Chciałam ją kupić już od dawna, ale stwierdziłam, że na targach nie będę musiała płacić za przesyłkę :-) Można używać ją jako tonik albo robić z niej okłady na twarzy i powieki :-)

Liftingująca maska kremowa na okolice oczu

Hit blogosfery :-) Użyłam wczoraj i dzisiaj rano po raz pierwszy od dawna nie obudziłam się z bardzo napuchniętymi oczami (alergia).

Enzymatyczny peeling na okolice oczu z kompleksem kwasów PHA i AHA

Kolejny hit blogosfery :-) Również użyłam go wczoraj. Trochę się go bałam, ale zaryzykowałam :-) Nałożyło mi się go trochę na prawy policzek, tam szczypało. Pod oczami nie, za to pięknie wygładził skórę.

Globalna maseczka przeciwstarzeniowa do twarzy z czynnikiem wzrostu komórek

Trzeci hit blogosfery :-) Użyłam jej wczoraj i muszę powiedzieć, że jak na razie jestem bardzo zadowolona. Napięta i wygładzona twarz :-) Moja mama też już się z nią polubiła :-)

Macadamia Natural Oil

Moja miłość. W zeszłym roku kupiłam maskę deep repair masque, która mi się niedawno skończyła (250 ml starczyło na rok! więcej w maju w poście ze zużyciami :-). Bardzo mnie to zasmuciło, więc po stoisku Bielendy od razu pobiegłam do półek z Macadamią. Kupiłam tym razem mniejsze opakowanie, ze względu na ograniczony budżet, bo chciałam jeszcze przetestować ich najnowszy olejek, który ma być trochę lżejszy, niż ten poprzedni (który jest świetny :-)

Następnie kupiłam pędzel Maestro do pudru. W zeszłym roku stoisko Maestro było oblegane, więc nawet się tam nie pchałam. Wczoraj byłam tam krótko po otwarciu, więc byłam jedyną osobą przy pędzlach (chwilę później wokół mnie zrobił się tłum). Wybrałam pędzel o którym myślałam już od dłuższego czasu. Wczoraj go umyłam (nie chcę nawet wiedzieć ile osób go wcześniej dotykało, zważając na to, że pędzle pakowane są dopiero po zakupie) i zaczął dziwnie pachnieć? Nie wiem czy to farba? czy włosy?, ale mam nadzieję, że szybko wywietrzeje :-)


Wydałam 39 zł, więc postanowiłam po raz kolejny postać chwilę w kolejce i otrzymać darmową próbkę olejku Moroccanoil. Tak jak w zeszłym roku rozdawano dwie buteleczki - jedna light i druga zwykła.


Najniższe ceny w stosunku do normalnych miały produkty Macadamia (maska 25 zł, olejek 25 zł). Bielenda miała ceny takie jak w Internecie, oczywiście na targach nie płacimy za przesyłkę. Najbardziej zawiodłam się na OPI - czytałam relacje z targów w Krakowie. Kilka dziewczyn zachwycało się lakierami za 12 zł. W Poznaniu był koszyk z lakierami za 19 zł. Kolory nijakie a większość z nich była rozwarstwiona. Wiem, że nawet nowe lakiery Essie się rozwarstwiają, ale miałam kiedyś lakier OPI i zaczął się rozwarstwiać dopiero po dwóch latach stania na półce, więc doszłam do wniosku, że przecenione lakiery były po prostu stare.. Miałam także ochotę na nową kolekcję shine, ale ostatnio mocno ograniczam kupowanie nowych lakierów a tam żaden kolor mnie jakoś wybitnie nie porwał.

Podsumowując, jestem bardzo zadowolona ze swoich zakupów i na pewno w przyszłym roku znowu się wybiorę na targi :-)

April 11, 2015

Guerlain Terracotta Joli Teint Nautral Healthy Glow Powder Duo in 00 Clair / Light Blondes

Przeważnie unikam produktów w tak ciepłych odcieniach, jednak tegoroczna Terracotta sprawiła, że moje serce zaczęło szybciej bić;)a, stąd wiedziałam już, że musi być moja. I jest :-)


Mimo, że jestem naturalną brunetką, ze względu na kolor mojej skóry sięgnęłam po najjaśniejszy odcień 00 Clair / Light Blondes. W opakowaniu mamy 10 g produktu - większość z tego to puder brązujący, a malutki skrawek to róż :-) Ciepły odcień brązu ma za zadanie sprawić efekt delikatnie muśniętej słońcem skóry. Nie jest on bardzo napigmentowany, ponieważ wchodzi w reakcję ze skórą, żeby nadać nam glow bez zbytniego przeładowania i plam :) Można go wymieszać i aplikować pędzlem słynną trójkę (czoło, kości policzkowe, broda) i dodać trochę więcej różu na policzki. Poleca go się także nakładać na całą twarz dla uzyskania świeżego efektu.



Bardzo się bałam tego pomarańczu, ale, jak widać (albo i nie;)), niepotrzebnie. Dawno nie widziałam produktu, który by się tak dobrze rozcierał. Po prostu nie da się nim zrobić sobie krzywdy;) A pomarańcz? Pomarańcz ginie na twarzy, zostawia bardzo delikatną poświatę. Wygląda bardzo naturalnie, przy czym nadal jest zauważalny delikatny glow. Blondes ma brokat tylko w różu, który ginie na twarzy. Uwierzcie mi, jestem pierwszą osobą, która wychwyci każdy brokat na twarzy a tu go po prostu nie widać;)

w cieniu


w słońcu


Delikatnie się pyli przy nakładaniu. Myślę, że to kwestia pędzla;) Jeszcze nie dorobiłam się nowego do ocieplania twarzy;), więc użyłam pędzla do pudru (którym to wcześniej nałożyłam puder, więc był brudny). Na zdjęciu niestety prawie go nie widać. Nałożyłam dwie solidne, ale jednocześnie delikatne warstwy, potem dołożyłam trzecią, mając nadzieję, że jaśnie puder;) z łaski swojej na zdjęciu się ukaże. Niestety, najlepiej widoczny jest na żywo, gdy ruszam głową;) przeglądając się w lustrze. Nie mam tak małego pędzla, żeby nałożyć sam róż. Jego kolor mi się średnio podoba, więc po prostu mieszam go z pudrem a na policzki nakładam inny kolor.


Po raz kolejny Guerlain mnie kupił i tym razem wybaczę mu nawet taki malutki rozmiar tego pudru brązującego (myślałam, ze będzie większy!):) Za to ma całkiem ciekawy zapach. W końcu;) nie pachnie meteorytami, tylko latem? Nie wiem jak to możliwe, ale za każdym razem, gdy go wącham, widzę plażę i piasek.


L - P: 00 Clair / Light Blondes, 01 Brunettes, 02 Blondes Nature, 03 Brunettes Nature

Podobno nowe Terracotty nie są limitowane, ale słyszałam, że powoli już znikają z polskich sklepów. Ja swoją zakupiłam na feelunique.com.

100 zdjęć później ;-)
bez rozświetlacza, konturowania i różu